taka jaką jestem: wyszywająca, pracująca, z kremem 30+, ale bez kompleksów ...zresztą nie wiem czy cała - zidentyfikować jest się trudno. Jak to z Kobitami.
piątek, 07 maja 2010

Choć wściekłość buzuje mi jeszcze po żyłach i uderza do głowy aż dudni to jednak decyzję podjęłam. Zbyt dużo nerwów kosztuje i mnie i Was użytkowanie bloxa.

Przenoszę się.

Smutno mi pozostawiać to miejsce. Smutno mi pozostawiać Wasze komentarze i posty: wszystkie są kawałkiem mojego życia.

Mam nadzieję że nie zostawicie mnie w nowym miejscu samotnie i również zajrzycie od czasu do czasu. Ten blog pozostanie otwarty na Wasze spojrzenia i komentarze. Może komuś zechce się pogrzebać w prehistorycznych czasach???

 

Dalsze posty pisać będę TUTAJ.

ZAPRASZAM WAS SERDECZNIE !

środa, 05 maja 2010

Najpiękniejszy miesiąc roku - maj oczywiście - rozpoczął się nareszcie! Bardzo lubię zieleń drzew i krzewów w maju.

Uwielbiam kwiaty majowe wszelkiej maści: konwalie, bzy, kasztany, narcyzy, pierwiosnki, barwinki, serduszki, peonie, głogi i inne magnolie i brzozy. Dlatego bardzo się cieszę że na brzegu naszego lasu rosną brzozy właśnie. Teraz są cudnie ozdobione krzykliwą, ostrą zielenią cudnie kontrastującą z białą korą.

Grabina

No dobra. Przyłapaliście mnie. Wygódka jeszcze nie została rozebrana, ale ładnie się komponuje z działką. Działka bez wygódki jest jakby ... niekompletna ;) Ale kiedyś ją rozbierzemy.

W sobotę pół dnia (do 20!!!) jeździłam na szmacie. Mycie okien po budowie, podłóg, łazienki , każdego drobiazgu .... to było wyzwanie. Ale satysfakcję mam ogromną! Szkoda tylko że jak siedziałam na szmacie pogoda była żarówiasta. I szkoda że już w najbliższy weekend znowu ekipa budowlana wchodzi na tydzień do domku ....

W poniedziałek za to było w kratkę: deszczyk, słońce, deszczyk, słońce.  Pełłam zielsko z piaseczku, rozmawiałam z Sąsiadami, podotykałam i pozglądałam kąty działkowe. A to sprzwdziałam czy paprotki rosną, czy parzydło ma się dobrze, czy dęby posadzone późną jesienią żyją. A to górę ziemi z gruzu wstępnie przebrałam, pogrzebałam w piaseczku i perzu się pozbywałam. I uciekałam przed deszczem. I azalie opieliłam i każdy pączek obejrzałam. I azalie wszystkie zakwitną! A rododendrony niestety dwa nie będą miały kwiatków. Ale młode są, to mogą.

No to i zdęcia zrobiłam: oto rabatka pod tarasem. Widać tulipanów chmarę i zagubione na brzegu dwa hiacynty różwe. A przed nimi żurawki czerwone i jedną zieloną. Zielona żurawka wypuściła już trzy kwiatostany!

Działka

No i widać już że barierka jest na tarasie :D

A w tle muszę, bo się uduszę ..., pochwalić pięknym stopniem drewniano-kamiennym:

Grabina

Produkt mojej Mammy oczywiście.

A tu druga rabatka. Ciemierniki, skalniaczki, tulipany i inne trzmieliny w stadium maleńkości:

Grabina

 

A to pokażę Wam jeszcze pąki azalii Glowing Embers:

Grabina

Będzie zdecydowanie ładniejsza jak zakwitnie na pomarańczowo, ale ponieważ to jej pierwszy rok na działce i pierwszy raz u nas zakwitnie to ja już doczekać się nie mogę. Tym bardziej że jak ją kupiłam miała trzy kwiatostany, a teraz ma ich chyba z 10! Na każdej gałązce rozwinie się burza ognisto-pomarańczowych kwiatuszków! No i czerwone azalie też będą kwitły :D

Teraz już znacznie częściej będę Was zanudzać takimi opowieściami o niczym - bo że pieliłam nic nie widać na tak zarośniętej działce, to i wydaje się że straciłam czas.

A robótek nie przybywa.

Ulikop - te znaki zapytania to był tajny kryptonim firanki. O TEJ.  Głowa już jest, nowe cipaki też są. Tylko 16 brzegowych rządków brak. Masakra....

Dziewczyny, ja tam nie kłamię nic a nic: to dobieranie kolorów w needlepoincie to droga przez mękę i co jak co, ale ja więcej nie chcę. A że ładnie to wyszło przez przypadek. Laura Perin wcześniej ładnie dobrała do swojej pracy kolory to i mnie ładnie wyszło :) Bo od Laury podpatrzyłam kolorystykę :)

 



18:11, aploch1205 , Budowanie
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 03 maja 2010

zaginęłam w boju, ale znowu wracam. Zło zawsze  wraca ;)

Zaczęła się wiosna, po ostatnim wyjeździe narciarskim pora wracać do rzeczywistości. Rzeczywistość w postaci działki piszczy aż miło. Ale o tym w kolejnym poście.

Żeby nie było się że się opierniczam, przedstawiam ile udało mi się w ciągu weekendu majówkowego wydziobać na działce. Znaczy dziobałam na materiale, ale siędząc na działce w 'salonie'. Dziś nadrobiłam zaległości z połowy kwietnia i całego maja. Czyli w SAL-u jestem bardzo na bieżąco. Chowam teraz robótkę do szafy na cały miesiąc i wyciągnę ją dopiero w czerwcu, kiedy to na stronie ANG znajdzie się publikacja części czerwcowej.

Teraz moja wersja SAL-a wygląda w całości i aktualnie następująco:

A Promise of Mistery

A Promise of Mistery

Nie oprę się też i zaproszę Was do obejrzenia innych pięknych prac na stronie Polski Needlepoint.

Dodatkowo jako robótkę wzięłam na działkę myszy i firankę. Obie prace wróciły w stanie wyjściowym, czyli progres "zerowy".  Mysz będę kończyć w tym tygodniu. A firnaka??? Zostało mi 16 rzędów. Ratunku: tak niewiele a nie mogę się zabrać!

Ale zmobilizuję się, zmobilizuję, zmobilizuję. Jak już wybiorę lodówkę, klamki, światło do łazienki, kupimy drzwi itd.... Sezon wiosenny ma niestety swoje prawa i powoduje że działka dostaje pierwszeństwo :)

niedziela, 25 kwietnia 2010

Sto lat mnie nie było, ale już jestem. Wróciłam cała i zdrowa, chwała Najwyższemu! Na ostatni tydzień uciekliśmy do zabitej dechami dziury w austriacko-włoskich Alpach. Ja pojeździłam na nartach a Nie-monż /z racji połamania obojczyka/ się poobijał, czyli: udawał-że-jest-bardzo-zajęty kiedy ja i pozostałe 99% turystów jeździło na nartach.

Co by zbędnie nie gadać, było tak:


Maso Corto

Jeden dzień śnieg i mgła, cztery dni żarówka (=lampa) i jeden dzień mgły/chmury szalejące na wysokości 2700-3000m n.p.m. Cztery dni żarówki spowodowały że pomimo używania kremów z filtrem 50+, mam nos spalony na węgiel. Broda i usta są w nieco lepszym stanie,  lecz z uwagi na tragiczny efekt końcowy chwilowo moich zdjęć nie będzie.

A jeździło się po sztruksiku cudnie. Sztruksik to TO:

Maso Corto

Wreszcie mam pewność że podstawy carvingu mam opanowane. Teraz została kompensacja i inne zabawy śnieżne. To już na przyszły sezon zostawiam :) w końcu też muszę mieć co robić za rok na stoku ;)

W innym klimacie zwróciłam swoje myśli ku zupełnie odmiennym obszarom. I nie włączałam TV, co zdecydowanie poprawiło moją kondycję psychiczną.

Teraz idę spać. W końcu dziś od 6 rano już siedzieliśmy w samochodzie... Podróż zajęła 14h, ale było to 14 przyjemnych godzin. O czym później ;)

Wracam z przyjemnością do domu, robótkowania i innych drobiazgów. Musiałam tu zajrzeć przed snem aby sprawdzić co się dzieje.

Zaskoczyła mnie niezwykle pozytywnie ilość uczestników zabawy SAL-owej needlepointowej na BLOGU ! WOW!!! A myślałam że zainteresuje ją co najwyżej kilka osób. Tymczasem taki ruch na blogu że aż trudno uwierzyć!!! BARDZO SIĘ CIESZĘ !!! I zapraszam kolejnych chętnych: jak się okazuje można używać każdych materiałów do tego typu prac!!!

 

Zmykam spać - czytać będę jutro przy kawce :)))

00:19, aploch1205 , Inne
Link Komentarze (6) »
piątek, 09 kwietnia 2010

tym razem needlepointowego :)

Wiecie że życie składa się z całej masy splotów okoliczności? Ktoś wymyślił nasze historie długo przed nami i tylko poprowadził nasze ścieżki aby się spotkały?

Tak umawiałyśmy się z Yen na spotkanie że na drodze stanęła nam Madziula. To już było nas trzy. Co trzy głowy to nie dwie, to dokoptowałyśmy czwartą. I tak powstało COŚ tak mystery, że dopiero teraz się pokazujemy.

*

Niniejszym chciałybyśmy zaprosić Was na nową stronę /blog/ poświęconą needlepointowi, a zainspirowaną zabawą SAL Stitch of the Month.

Całość można śledzić na stronie stowarzyszenia American Needlework Guild a tegoroczny projekt jest autorstwa Sue Reed.

Docelowo blog ma gromadzić osoby zainteresowane needlepointem w każdej postaci. Rozpoczęta zabawa ma służyć poznaniu techniki, ściegów, rodzajów nici, tkanin i akcesoriów. Jak sobie ułatwiać pracę, jak nie utrudniać, jak czasem nie warto iść na skróty bo potem trzeba pruć. Jak sobie radzić przy naszym ubogim polskim rynku pasmanteryjnym i jak to robią inni.

Ideą bloga jest, że kilka osób wyszywa ten sam projekt. Na początek, wybrałyśmy coś co nas zaciekawiło. Mamy już pomysły na następne zabawy, ale czekamy na Was, bo to ma być nie tylko nasz ale i Wasz blog.

Zachęcamy nie tylko do uczestnictwa w zabawie ale i do współtworzenia bloga! Chciałybyśmy, aby nabrał charakteru prawdziwego SAL-a, gdzie poza naszą trójcą prace i postępy prezentować będą również inne uczestniczki/uczestnicy zabawy.

Zapraszamy do odwiedzin i konstruktywnych uwag :)

http://polskineedlepoint.blogspot.com/



Polski Needlepoint


Cudny bannerek jest zasługą AnnMargaret :)

 

Yenulka & Madziula & Aploch

*


Od siebie dodam że zbudowanie tego co już jest na blogu sprawiło nam wiele przyjemności i a im dalej w las tym bardziej zabawa jest porywająca :)))


Jak w temacie. Dotyczy oczywiście działki.

Co tu dużo pisać: każdy kto kiedykolwiek był pozbawiony tego cudu cywilizacji przez dłuższy czas, z ogromną ulgą wita zapaloną żarówkę.

A co dopiero jak się robi przedsięwzięcie budowlane???

Niesamowita ulga.

 

 

Przepraszam, ale ja MUSIAŁAM się z Wami podzielić tą informacją. To równie ważne wydarzenie jak wiecha czy oprawienie okien a we wszystkich tych momentach mi towarzyszyłyście.
Dziękuję :D

14:36, aploch1205 , Budowanie
Link Komentarze (6) »
czwartek, 08 kwietnia 2010

jest bardzo krótki i całkowicie niesatsfakcjonujący robótkowo.

1. od 7 marca nie zaczęłam żadnej pracy xxx.

No dobrze chodzą mi koguty po głowie i MTSA. Ale te łażące koguty na razie mi tylko wydeptały te tam zwojo-pagórki i mam płaski mózg. Płaski znaczy się bez powierzchni zdolnej do myślenia. Znaczy się jestem pełna pomysłów jak sprytna plastikowa Barbie albo watolinowy miś.

Jest pewna zaleta powyższego stanu (jak to brzmi !!!!): znalazłam więcej czasu dla domu, wzięłam się za siebie (nawet byłam kilka razy w sklepach z ciuchami!!!), byłam w kinie, przeczytałam książkę (na usprawiedliwienie powiem że baaardzo grubą) i jeszcze jedną książkę, wypiłam kilka butelek wina. Miało być "dla zdrowotności" - a wyszło jak alkoholizm ;)

Wadą powyższego rozwiązania jest to że do pary z kogutami łażą zakupy nitkowo-materiałowe. I po co mi to skoro mam pełne cztery pudła nitek????

2. skończyłam wyszywać 8. z 12 myszy na kalendarzu RR. Ta mysz mnie po prostu nerwowo wykończyła. Ale jest zrobiona. Teraz już 'z górki'  - zostały tylko cztery sztuki :)))

3. Przypomniałam sobie o firance szydełkowej i ją wyciągnęłam. Może wreszcie ją skończę przed wakacjami skoro domek zaczyna nabierać kształtów i co raz bliżej wykończenia wnętrz???

4. Robię za to COŚ. Coś co nie jest krzyżykowe, ani szydełkowe ani nawet drutowe. Jest igłowe i ilość inwencji i czasu jaki poświęciłam na własny dobór kolorów (całych trzech) mnie:

  • zmotywował
  • a potem zniechęcił
  • potem spowodował dołek mentalny uświadomieniem sobie całkowitej dysfunkcji plastycznej
  • a na końcu wpędził w rezygnację  i kompletny marazm co doprowadziło do najbardziej prawdopodobnego z  końców:
  • machnełam ręką, olałam wysiłki, wzięłam co było i będzie co będzie.

Wiadomo: z pustego i Salomon nie naleje.

Zatem już za chwilę, już za momencik premiera. Żeby nie było że całkowiecie pokryłam kurzem igłę. Będzie RÓŻOWO! Nie oczekuję że pokochacie różowy. Ale może będziecie bardziej kreatywne ode mnie i użyjecie innych kolorów???

 

Najbardziej pozytywne z tego wszystkie są wiadomości poświąteczne: od dziś mamy zrobione przyłącze energetyczne do działki!!!! Jutro będzie licznik i PRĄD!!!! Najprawdziwszy, nasz,własny i osobisty PRĄD!!!! Oj. Oczy mi zwilgotniały od wzruszenia.

środa, 31 marca 2010

I ja wreszcie namacalnie i organoleptycznie odczułam wiosnę która tak nagle nadeszła i którą zdążyłam poczuć w garderobie.

Wreszcie wybraliśmy się na działkę na Grabinę. I cóż się okazało że rośnie na rabatce??? Moja Mother zakamuflowała jesienią krokusy, które teraz radośnie wylazły spośród szyszek i kolorowymi barwami ucieszyły oczy.

Krokusy

Krokusy

Domek przetrwał tę ciężką zimę wzorowo: rury nie popękały, dach się nie zawalił, żadnych przecieków, zacieków, żadnego grzybka, pęknięć. No cudo! Myślę że jeśli domkowi po tak śnieżnej i mroźnej zimie się nic nie wydarzyło, to o kolejne zimy możemy być spokojni.

Najlepsza wiadomość jaką mogliśmy otrzymać na początek sezonu to ta że zaraz po świętach (najbliższych, tego roku!) szanowna elektrownia wreszcie zacznie wykonanie przyłącza energetycznego do naszej hacjendy!!!!! To świeżutka wiadomość wprost z frontu walki z elektrownią, z wczoraj. Uzyskana po osobistej wizycie w BOK-u i po szczęśliwym spotkaniu tam życzliwej i kompetentnej osoby.

Ależ jestem szczęśliwa - aż nie mogę w to uwierzyć! Wreszcie będzie można kontynuować wykończenie domku no i najważniejsze:  cyklinowanie podłóg! Wreszcie możliwe będzie normalne użytkowanie wiertarek, szlifierek i innych pomp i hydroforów!

Aj, to będzie piękny sezon!

Nieco roślin zmarzło, ale w sumie miało prawo: posadzone dopiero w zeszłym sezonie czyli słabo jeszcze ukorzenione, do tego jednak wyjątkowo mroźna zima. Dobrze że śniegu sporo spadło, bo na pewno to zminimalizowało straty na rabatach wśród świeżynek.

 

Już sie nie mogę doczekać weekendów na działce wśród ciszy ....

 

--------------------

 

Dziękuję za życzenia zdrowia po ataku okropnego rotawirusa. Już jest wszystko w porządku!

Polecam przeczytanie wpisu u Kankanki: Żer nad Olą.

Ja dałam się złapać na przynętę z nieszczęścia dziecka. Znaczna część powie: "taka duża a ufna jak dziecko, przecież każdy wie że takie maile to ściemy". A jednak: nigdy takich maili nie podawałam dalej. Przy tym jednym uznałam że jestem nieczuła i aspołeczna. I wysłałam  wiadomość do kilkudziesięciu osób.

Akcja okazła się wielkim oszustwem. Nie wiem jakie będą konsekwencje wysyłki wiadomości: może konta odbiorców być spamowane? Niemniej przepraszam jeszcze raz wszystkich za 'zaspamownie' Was z mojej strony.

Nie było to zamierzeniem celowym a jedynie odruchem współczucia....

Pozdrawiam Was już przedświątecznie!

 

P.S. Czemu ja mam taki ostatnio wstręt do robótek???



09:45, aploch1205 , Budowanie
Link Komentarze (4) »
sobota, 27 marca 2010

miałam dosłownie i teraz mam w przenośni.

Dosłownie bo w poniedziałek dorwała mnie w szpony GŻ. GŻ została odpowiednio scharakteryzowana przez Atę jako "bezczelna pańcia". Więc ta GŻ najpierw dopadła mi Chłopa; przeczyściła jak złoto. A kilka godzin później dopadła mnie. Na co kompletnie nie byłam przygotowana gdyż do głowy by mi nie przyszło że ten zwłok koło mnie może być poważnie i zaraźliwie chory. Zatem mój osobisty zewłok od godziny 1 w nocy do godzin porannych kursował na trasie łóżko-toaleta z przyległościami (w postaci miski) ekspresem. A nawet intercity. Koniecznie bez przedziałów a nawet drzwi, które ograniczają prędkość dopadnięcia łazienki po ciemku.

Padłam w końcu jak worek ziemniaków nad ranem i już we wtorek wcale z łóżka nie wstałam. To znaczy wstałam, a i owszem. I dobrze że złapałam się mebla, bo bym padła. Trzy kroki w tył i znalazłam się w bezpiecznej przystani łóżeczka. Aż do środy.  Są jednak tego i dobre strony. Jakie?

Doświadczenie! Pierwszy raz poczułam co to znaczy być chorym: nic nie mogłam robić, bo nawet książki nie byłam w stanie utrzymać.  Do tej pory własne choroby to były "pieszczoty" w porównaniu z czyszczonkiem wirusem. Nie potrafię wyrazić nawet jak mi przykro że ludzie chorują w taki poważny sposób nawet latami, dzień po dniu. Ja po jednym miałam dość.

Na euforię mi się po 'wyzdrowieniu' nie zebrało i nie dochowałam się stadka królików. Ale za to wreszcie otworzyłam książki do PRINCE2 i wgryzłam się w treść. Skutkiem czego dziś wreszcie zdałam egzamin z tej metodyki zarządzania. Wyniki na razie mam oralne, certyfikatu mogę spodziewać się za kilka tygodni bo musi w butelce listem z UK się dokołysać....

Do tego praca (przecież jak wstałam w środę z łóżka i mam siłę łazić po domu to i do pracy mogę iść, czyż nie???) i eskalacje "bo Ania się nie wdzwoniła na confcall"  - żenuła.  Nie nie żalę się: to tylko świeżutka próbka która na kursie z metodyki zarządzania projektami ilustruje brak 'profesjonalizm' biura wsparcia projektów (zwanego bardziej sojsko "biurem zaparcia").

Ot i co.  A robótkowo? W tle cuś się kręci, ale mnie znowu kuszą krzyżyki ...... nawet myszki RR jakoś euforii nie niosą choć urocze są. Dłubię powoli tę jedną. Może w niedzielę uda się skończyć.

Teraz będę cieszyć się zasłużonym weekendem.

Czego i Wam życzę po zapewne zakręconym tygodniu!

 

******

 

A w Canady u Margott nie udało się nic wylosować :( Następnym razem będzie lepiej :)

00:27, aploch1205 , Inne
Link Komentarze (4) »
sobota, 20 marca 2010

Rzadko kiedy bawię się w Candy. Nie wiem dlaczeg - jakoś mijają mnie w rzeczywistości blogowej. Ale to Candy u Margott jest niezwykłe. Zobaczcie co można wygrać 21 marca:

1

2

 

3

Tagi: candy
16:32, aploch1205 , Inne
Link Komentarze (2) »
niedziela, 14 marca 2010

Próbuję zrzucić zimowe nadmiary kg. Zawsze wtedy mam ochotę na domowe wypieki i oczekuję że mój P.  będzie ich próbował. I chwalił oczywiście. Tak sobie wmawiam że piekę dla Niego, a mi wystarczy zapach. Muszę przy tym wszystkim przyznać, że jestem twarda i naprawdę powstrzymuję się od łasuchowania.
Zatem będąc w fazie minimalizowania się, wczoraj zrobiłam rundkę po blogach kulinarnych. Skutkiem czego dziś wstałam o godzinie 7.20 i zabrałam się za Rogaliki zwyczjane wg przepisu ze strony Pracownia Wypieków.

O godzinie 10 wyjęłam rogaliki z piekarnika i już zostały wypróbowane  z masłem i dżemem. Żałuję tylko że nie przeze mnie ..... Podobno bardzo smakowały!

Rogale zwyczjane

Rogale zwyczjane

Mi pozostaje poczekać na kurczaka na obiad ....

 

Miłej niedzieli!

sobota, 13 marca 2010

Dziękuję za przemiłe komentarze pod wpisem choinkowym. Cieszę się że choinka przypadła Wam do gustu, bo nie ma co ukrywać jest INNA niż wszystki choinki jakie znam.

Zaczęłam kolejny projekt, tym razem needlepoint. Zaresztą w niedługim czasie coś się wydarzy w tym temacie, zatem zapraszam do podglądania bo będę reklamować pewną działalność.

Klocki na razie leżą i czekają. Na moje zmiłowanie i odstawienie krosna. Bo wszystkie techniki mogą mi się podobać, części mogę się nauczyć, ale wracam zawsze do krzyżyków. Tak już mam ....

---------

Ten tydzień absolutnie obfitował w cudne podarki.

Najpierw oczywiście był Dzień Kobiet. Można mieć do tego święta stosunek przerywany ;) ale jak od rana słucha się w radio o Dniu Kobiet, otem jedzie do pracy ze świadomością że pracuję z kilkudziesiecioma Mężczyznami na pięterku, a  9 wchodzi się do biura i zastaje na swoim biurku tulipany i potem otrzymuje od szefa bukiet, też tulipanów, to po prostu jest miło. Nawet baaardzo miło! I można mnie kamieniować, ale poczułyśmy się z koleżankami (tylko cztery sztuki razem...) bardzo wyjątkowo.

W domu też czekał na mnie bukiet tulipanów: wielki i wielokolorowy! Białe, czerowne, pomarańczowe, pachnące. Jednym słowem piękne!

A tutaj poza kwietnymi przeżyciami dalsze niespodzianki! Koperta grubaśna a w niej serduszka i chustecznik które możecie znać z bloga przemiłej Joie

Prezentos

Do tego kartka z serdecznymi pozdrowieniami!

Agnieszko, sprawiłaś mi niezwykłą niespodziankę! Bardzo, bardzo Ci dziękuję za śliczne serducha i przydatny chustecznik.

Przyszła do mnie tym razem już oczekiwana przesyłka od Joli. A w niej cudne drobiazgi z których pokażę tylko ten jeden, bo jest już mój i zaczął spełniać swoje zadanie:

Zakładka

Dostałam zakładkę do książki i kolczyki niespodziankę. Kolczyki mają również motyw kwiatuszka i są intensywnie fioletowe!

Jolu przesyłam Ci moc uścisków wirtualnych i mam nadzieję że będziemy mogły poznać się w realu 8 maja :D Bo planuję wybrać się na Wielkie Spotkanie Podlasko-Mazurskie szykowane przez Białostoczczanki.

 

17:35, aploch1205 , Inne
Link Komentarze (9) »
niedziela, 07 marca 2010

Spieszę donieść, że należy już teraz spodziewać się wiosny, gdyż choinka dłubana UB została dziś o 18 definitywnie skończona. Zdjęcia są choć ciemno i wilki wyją. A ja wyję bo na końcu metalizowaną wyszywałam i jeszcze mi wszystko w środku z nerwów chodzi! Jeju, jak ja metaliwoanej nie cierpię. I to nie jest takie sobie "ot, nie lubię". To głęboko zakorzeniona nienawiść do tego rodzaju nitki. I kropka. A przede mną hafty z większą ilością takich "rewelacji" .... Buuu..... No nic, na razie nie myślę. Oto choina:

UB Design - Ein Weihnechtstraum

wraz z detalami:

UB Design - Ein Weihnechtstraum

UB Design - Ein Weihnechtstraum

 

UB Design - Ein Weihnechtstraum

Parametry techniczne:

  • 64 cm wysokości,
  • 10,5 cm szerokości
  • aida 20" kremowa (ecru?)
  • mulina pojedyńcza nitka Anchor + metalizowana złota DMC
  • Zaczęłam po Świętach Bożego Narodzenia 2009 i skończyłam dziś: 7.03.2010

Choinka ostatecznie mi się podba, ale nie powaliła mnie na kolana. To chyba kwestia klucza kolorów: wg mnie nie był trafiony, choć ORYGINALNY. Zalecane wg producenta muliny do wyszywania to "V+H". Nigdy o nich nie słyszałam, zatem nie umiem nawet pogdybać "co by było gdybym" miała te muliny. No i w trakcie pracy okazało się że dwa odcienie zielenie i dwa brązy były do siebie tak zbliżone, że  ostatecznie wybrałam bardziej skrajne odcienie. W innym przypadku już w ogóle nie byłby widać listków zielonych na wiankach na choince  (zlałby się...) a szyszki na czubku wyglądałyby jak plama, czyli jak szyszka w środku czerwonej gwiazdy.

Żeby mi nudno nie było, do tego wszystkiego uczę się koronki klockowej. Drogą kupna zanabyłam 30 klocków,  w sobotę spotkałam się z Dziewczynami i zaczęłyśmy.  I oto efekty pierwszego przewracania klockami. No dobra - to żadna tam gipiura, ale pierwsze ruchy klocków już mam za sobą.  Na początku płócienko:

 

Koronka klockowa

potek skręcenie nici wiodacej i mamy ażurek:

Koronka klockowa

a potem skręcenie nici pionoweej oraz wiodaceji jest siateczka:

Koronka klockowa

a w całości to jest .... pijana zakładka, bo dzięki zwiększaniu komplikacji wzoru, powiększała się powierzchnia  (szerokość) koronki. Oto kilka centymetrów prób w całości:

Koronka klockowa

A teraz chętnie przygarnę jakieś malutkie i nieskomplikowane wzory koronki klockowej, aby spróbować wykonać coś innego niż tylko ... pijaną zakładkę ;)

czwartek, 04 marca 2010

Mówiłam że zima wróci? Mówiłam. Ale nie żebym narzekała - co to to nie! Jestem zachwycona bo pozostaję w klimacie rośnięcia mojej choiny. Znowu przybyło po wieczornym i nocnym dziobaniu około 10 cm, co na tak drobnej aidzie nie jest znowu takie 'easy-peasy', jak mawia mój ulubiony architekt.

Nawet misiek się pojawił!

UB Design - Ein Weihnechtstraum

A do końca zostało tyle - czyli sam czubek:

UB Design - Ein Weihnechtstraum

Choinka rośnie a ja przebieram nogami do kolejnego projektu. Projektu o drastycznie innych kolorach, ale na szczęście równie zdecydowanych jak zawsze. Jestem bardzo ciekawa co mi wylezie z tej nowinki, bo trzeba to powiedzieć wprost: jestem ułomna i dysfunkcyjna w kwestii kreatywności doboru kolorów.  Jak nie idę wg klucza to cały mój zapał do pracy niknie wobec potęgującego się wyobrażenia o tragicznym końcu.

Nie wierzę, bo wiem że nie umiem dobrać kolorów,  aby grały. Chyba tylko dlatego zdecydowałam się na ostatni SAL choinkowy: był nieskomplkowany kolorystycznie ;)

A teraz: tylko popatrzcie. Róże, fiolety a potrzebuję jeszcze jednego koloru w różnych odcieniach! Doradzcie coś plis. Szary? Biały?

nowe

 



niedziela, 28 lutego 2010

Co prawda za oknem wiosna, ale niech Was to nie zwiedzie. Zima wróci. W końcu ja jeszcze cały czas choinkę dłubię.... Zatem jeśli macie ochotę na wiosnę to zdopingujciemnie mnie do szybkiego zakończenia ;)

Było czerwono, jest zielono.  Prezentuję więcej niż połowę wzoru UB Design Ein Weihnachtstraum.

 

UB Design - Ein Weihnechtstraum

 

-------------------------------

Dopisek:

Aniu - Kankano: zdopingowałaś mnie do sprzątnięcia w gazetniku do którego przymierzałam się dobry rok. I posprzątałam okrutny bałagan w biurku: szuflady opróżnione! No i wywaliłam górę bez sensu gazetowych przepisów. Po co mi gazety  które le żą latami skoro zawsze przepisu szukam w necie??? Przede mną szafa .....

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8
O autorze
Zakładki:
Krzyżykowe blogi obcojęzyczne
Krzyżykowe blogi polskie
Needlepoint
Nieco inne miejsca
Podręczne sznurki & kursy
Projektanci
Smakowe linki
Szablony
Zabawy grupowe
Zakupy