|
piątek, 20 listopada 2009
Nasza niesamowita, wszechstronna i odważna Kobieta z obcego Kraju Deszczowców, Ewa, obdarowała mnie, szarego człowieka wyróżnieniami: Best Blog
Oraz I co ja mam teraz zrobić? Takie zagraniczne nagrody przyfrunęły, choć Ewa już dawno w Polsce stacjonuje i zadziwia mnie swoimi drucianymi sweterkami. Myślałam, myslałam i wymyśliłam, że skoro wyróżnienie obcojęzyczne i takie angolsko-irlandzkie wyróżnię blogi charakteryzujące się pewną właściwością: będą to blogi których Autorki poszukują i nie boją się wprowadzać w życie nowości podpatrzonych na blogach obcojęzycznych. Bo na świecie móstwo się dzieje, a my powinnyśmy być otwarte na nowe techniki, tkaniny, podejść 'inaczej' do własnych prac. Nie chcę wartościować: lapiej czy gorzej. Na pewno 'inaczej' i mam tu na myśli: otwartośc na eksperymanety z materiałami, ściegami, kolorem i emocjami. Zatem wyróżniam: Madziulę i ....czas relaksu ... Lilkę i lilkowy Kankankę i Kankanki ....skakanki po tematach Yenulkę i Yenulkowe nitek plątanie Egunię i Guzik z pętelką Jolinkę i Z całego serca Krzysię i Robótki na radości i smutki W zakładkach umieszczonych na wyzej wymienionych blogach aż roi się od już przez Dziewczyny zeksplorowanych blogów zagranicznych. Kilkajmy, klikajmy, klikajmy! Co dzień trafiam na piękne miejsca w sieci - wstyd się przyznać że wszystkich tu nie umieszczam. Myślę że internet jest niesamowitym narzędziem, dającym nam niezwykłą możliwość wymieniania wiedzy, doświadczeń w gronie jakiego nie znały nasze Mamy, Babcie. Korzystajmy! Klik, klik, klik!
wtorek, 17 listopada 2009
... przynajmniej jedna choinka, przynajmniej jeden schemat. Posiedziałam, wydłubałam ale tylko dzięki temu że pod spodem miałam zdjęcie zrobionej pracy Włoszki, chyba.
Zapytania proszę kierować na adres e-mail. Trzeba i koniec. Nie pomoże glanc i róż, ani ściemniactwo że do świąt jeszcze kupa czasu. Z naciskiem na "kupę". Mus zabrać się za choinkę świąteczną. Postanowiłam sobie że co roku powinnam dziobać jedną ozdobę świąteczną do swojego domu. Jedna ozdoba oznacza jedną choinkę. W ubiegłym roku (2008) powstała choinka Roberto Parollin nieco zmodyfikowana, bo z korlalikami, zamiast części krzyżyków.
Powstały też bombki, wyszyte na kanwie powiedzmy to.. dużych rozmiarów (14?) ale za to tymi o to ręcyma własnymi farbowanej.
A w tym roku biedna Sierotka, chlip, chlip dotarłam albo raczej dojrzałam do wzorów AAN (Alessandra Adelaide Needleworks) i zapragnęłam OKRUTNIE wyszyć w szczególności: CT10 - choinkę po prostu
lub chociaż bombkę wielkiej urody:
Szukam tych pięknych wzorów - zatem gdyby ktoś zechciał się nimi podzielić to chętnie je przygarnę /ta chlipiąca.../ A teraz życzę miłego dnia!
niedziela, 15 listopada 2009
Skończyłam dzisiaj dłubać Śpiocha. Jak już wiecie mojej Mamie wcale się nie spodobał :( Ale mi podobuje się nadal bardzo i po komentarzach widać że nie tylko ja jestem fanką skrzatów, elfów i innych stworów żabojadzkich. Wyszywałam na lnie 32ct Zweigart, tym samym które pozostało mi po samplerze. Przy czym do końca nie wiedziałam jak będzie haft wyglądał ostatecznie i czy spełni moje oczekiwania bo...:
Co do grubości lnu, to wszelkich wątliwości dotyczących zasadności wyszywania na 32ct dopiero wyzbyłam się pod koniec wyszywania. Co do moheru... Potrzebowałam tylko pół metra a musiałam kupić cały motek, 10 dag. I to jeszcze nie moheru ale akiegoś polskiego "Moherka". Stwierdziłam że nie będę przekopywać całej stolnycy dla motka prawdziwego moheru. Ucięłam nitę, podczas rozdzielania mało się nie rozpłakałam, a podczas wyszywania.... co chwilę nitki się rwały, rozłaziły na kłaczki... Dramat. Niemniej ostatecznie mam swoje pierwsze Nimue, jeszcze nieoprasowane: I jestem BARDZO zadowolona!!! Zastanawiam się gdzie go powieszę :) Nie wiem co teraz złapię na tamborek - chyba muszę przejrzeć zapasy szafowe.... Może wreszcie coś świątecznego powstanie. Bebezet, zalecam pierwsze xxx na pracach Nimue - ja mam w planach jeszcze .... tak ze trzy sztuki :)
czwartek, 12 listopada 2009
....zgadłyście w pierwszym strzale! To oczywiście Nimue, skrzat czy co tam innego śpiącego w filiżance. Są dwa wyjścia:
Osobiście uważam że jesteście jednak Przodownicami ;) Karusia, Bebezet brawo za refleks i złoty strzał! Udało mi się zebrać pierwsze opinie: Mam stwierdziła że to coś jest PASKUDNE: ma stare i podarte buty i do tego karalucha na kapeluszu. I stwierdziła że jest to najokropnieszy haft jaki widziała, a na pewno najgorszy który zrobiłam. Nabrałam wody w usta. Bo co ja mam komentować więcej, skoro ja uważam że Skrzat jest...uroczy? A karaluszek słodki? No przecież Macierzy nie przetłumaczę. Zatem na pytanie gdzie TO będzie wisiało, odpowiedziałam tylko że pewnie gdzieś u mnie..... Lilu, Yenulek, dziękuję za wsparcie w wierze. Utwierdziłyście mnie w przekonaniu że powinnam cierpliwie czekać do końca pracy z oceną kolorów i efektu. A dzisiaj kupiłam moherek, którym wyszyję kapelusz - bardzo jestem ciekawa jak to będzie wyglądało :) Za tempo prac można podziękować tylko świętu 11 listopada - przesiedziałam na zadku uczciwie cały dzień ;) Całe szczęście że pogoda była pod psem i nie zachęcała do spacerów. Lilu, te krzyżyki nie są idealne, ale wyszywane jedną nitką muliny - nie ma bata muszą być proste :D
Edycja 23:45 I co ślepemu po oczach??? Płakałam na zbyt pomarańczowe odcienie i teraz wiem dlaczego! Pomyliłam się i zamiast 3864 (beż) wyszywałam 3064 (pomarańcz-cegła jasna). Drobna różnica ;) Sprułam wszystko i w sobotę machnę kilka xxx beżem. Zobaczę jak wyjdzie. Dobranoc! Można oryginał obejrzeć TUTAJ.
środa, 11 listopada 2009
Po zakończeniu tajnego projektu, którego premiera nastąpi w grudniu, zabrałam się za coś co mnie kusiło od dawna. Projekt nie jest duży, jednakże skutecznie oddala o kilka dni wizję skupienia się na świątecznych motywach. Jakoś mi z nimi nie po drodze w tym roku. Zresztą, kto powiedział że co roku TRZEBA coś wydłubać? Turbodymomen nic nie musi, ja też. Więc choinka jeszcze poczeka. Jak wspomniałam projekt okazał się niewielki, i jeśli tylko dokupię brakującą mulinę DMC to skończę go szybko w weekend. Powiem szczerze, że na zdjęciu prezentuje się znacznie lepiej niż w rzeczywistości. Nie chodzi o materiał, jego grubość, czy samo wyszywanie. Ale oryginalną kolorystykę, zaproponowaną przez projektanta wzoru. No za żadne skarby kolor koralowo-pomarańczowy mi nie pasuje do koloru jeżyny z mlekiem. Wyszywałam fiolecikami i byłam zachwycona, aż do czasu kiedy nieszczęsne 'pomarańcze' weszły w grę. Możecie to uznać za przesadne, ale ja czuję się jakby moje poczucie estetyki doznawało ... gwałtu. Wyrażam tylko cichą nadzieję, że jak skończę i dodam backstitch, odbiór się poprawi. Obrazek zaczęłam dziś w południe i do teraz wydziobałam tyle:
Nie podpowiem teraz co to jest, może same zgadniecie :)))
niedziela, 08 listopada 2009
Ach cóż to był za dzień!!! Do Łodzi dojechałyśmy (ja i Ania) przed 11 - Muzeum jeszcze zamknięte - zatem bez zbędnych dysjkusji zaczęłyśmy zwiedzanie od dobrej kawki i ciacha w pobliskiej cukierni. Mniam - prawdziwa kawa po turecku i wielka babeczka z prażonymi jabłuszkami to jest TO! Wzmocnione ruszyłyśmy do Muzeum. Niemal biegiem dotarłyśmy na pięterko oglądać, oglądać, oglądać! Z wrażenia poleciałyśmy na wystawę bez biletów. Swoją drogą nie pamiętam aby na poprzednie wystawy trzeba było kupować bilety wstępu albo ja może do tej pory latałam tam bez biletów?? Ot taka dygresja na boku.... Wystawa pod względem ilości prezentowanych prac nie była tak imponująca jak podczas ogólnopolskiej wystawy amatorkiego haftu krzyżykowego. Co wynika prawdopodobnie z regulaminu organizatora. Obeszłyśmy wystawę chyba z 8 razy i do końca nie mogłyśmy zrozumieć reguł wg których przyznawano nagrody. Nie chcę generalizować - proszę tego źle nie zrozumieć jednakże kilka z nagrodzonych i wyróżnionych prac prezentowało znacznie niższy poziom techniczny niż te 'niezauważone' przez jurorów. Owszem nakład pracy ogromny, ale czy hektar zahaftowanej pracy jest więcej wart od połowy mniejszej ale z idealnie poprowadzoną nitką? Albo od równie dużej pracy znowu wykonanej technicznie perfekcyjnie, dodatkowo z nićmi metalizowanymi??? No nie wiem... Ponadto zdrażniło mnie że nie utworzono kategoryzacji technik. Pojawiły się cudnej urody i pięknie wykonane prace hardangerowe oraz praca haftu na tiulu. Nie rozumiem dlaczgo połowę z prac ochrzczono kategorią "haft kreatywny". No co jest do cholery??? Hardanger, to hardanger!!!! Ma swoją nazwę, zasady postępowania, materiały produkowane specjalnie do wyszywania TĄ właśnie techniką! Relacji zdjęciowej nie będzie - cerbery wystawowe skutecznie nas śledziły aby zdjęcia jednak nie powstały. Ale.... zdjęcia 'spod pachy' są. Co prawda obrzydliwe, bo światło odbija się w szkłach. Na pierwszym zdjęciu oczywiście najważniejszy jest KOTEK: Na drugim zdjęciu obiektem fotografowanym jest oczywiście wizerunek Matki Boskiej. Kto mnie zna, ten wie że ja od obrazków święty jestem mocno, bardzo mocno z daleka.... Te prace zostały sfotografowane nie przez przypadek: piękne technicznie, cudnie dobranme kolory, precyzyjnie wykonane, przemawiające do wyobraźni. TO BYŁY prace absolutnie zasługujące na najwyższe nagrody!!!! Obie prace wyszyte sa na drobnym lnie, jedną nitką obejmując jedną nitkę materiału a kotek ma całe tło wyszyte na czarno tymi maleńkimi krzyżykami. CUDA! Gratuluję autorom prac! A oto absolutnie doskonała firanka wykonana haftem HARDANGER a nie z haftem kreatywnym: A oto obrus który dostał nagrodę/wyróżnienie: Uznałyśmy że nie odpowiemy sobie na wszystkie pytania i nieodgadnione zostaną zamysły oceniających. Zatem postanowiłyśmy pochodzić jeszcze po Muzuem i trafiłyśmy na kolejne wystawy: 1. Z modą przez XX wiek Kilka zdjęć można znaleźć tutaj. Co ja mam skomentować? Kiedyś to były stroje! A Kobieta mogla czuć się naprawdę KOBIETĄ nie kreaturą damsko/męską. Ze wstydem uciekłyśmy w naszych portkach i bawełnianych bluzeczkach z towarzystwa cudnie ubramych manekinów. Tiule, koronki, cekiny, skórzane rękawiczki, buciczki z klamerkami, kapelusze, woalki, falbanki ... Ach. 2. Narzędzia i maszyny włókiennicze w zbiorach Centralnego Muzeum Włókiennictwa Kilka zdjęć można znaleźć tutaj Mnie absolutnie zauroczył mechaniczny aspekt tej wystawy. Te kółeczka, przekładnie, śrubki, podkładeczki, uchwyty, korbki, oczka, blaszki, zmyślność konstrukcji, precyzja wykonania, myśl techniczna twórców maszyn! Mogłabym na tej wystawie siedzieć cały dzień a już szcytem marzeń byłoby zobaczyć maszyny w ruchu. Aj, ależ by to było piękne.... Oczami wyobraźni widziałam wielkie hale fabryki zastawione rzędami urządzeń, w których każdy element porusza się precyzyjnie wykonując półobroty, ćwierćobroty w różnych cyklach, w różnym tempie, wróżnych płaszczyznach aby wypluć z siebie kolejne centymetry lnu, perkalu, żakardu ..... 3. Kolekcja tkaniny podwójnej w zbiorach CMW Nie jestem fanką tego typu tkanin, ale na wystawie znalazło się coś co absolutnie mnie powaliło na kolana .... cztery gablotki w których wystawiono próbki tkackie wełny ufarbowane wg 'przepisu' koloryzacji. A przepisy na uzyskanie kolorów indigo czy czerwieni były przytoczone obok próbników! Lista składników, dokładne proporcje, waga składników, czas gotowania ... no cudo! Dla tych niesamowitych gablotek polecam oglądnięcie - warto pokazać dzieciom jak uzyskać kolor! 4. Wystwa jubileuszowa z okazji 60. lecia Cepelii 5. Ewa Rosiek-Buszko "Patrząc zza..., idąc do..." Wystawa jubileuszowa z okazji 30-lecia pracy twórczej Artystki. Piękny opis wystawy można znaleźć TUTAJ. 6. Dawne zakłady Ludwika Geyera 1828-2002 Ależ to było dla mnie przeżycie!!! Ludwik Geyer, budowniczy kompleksu Białej Fabryki w której teraz znajduje się Muzuem Włókiennictwa był niesamowitym, kreatywnym przedsiębiorcą. Wykształconym, mądrym Wizjonerem, zatroskanym o losy nie tylko swojej fabryki ale również los swoich pracowników i rozwój Łodzi w której prosperował. Na wystawie znajdują się akty prawne na podstawie których w Łodzi w 1828 roku otrzymał działkę na Piotrkowskiej 282. Dzisiaj przedsiębiorcy płaczą na słabe warunki rowoju. Wiecie jakie Geyer miał bariery wejścia?! W umowie z miastem Łódź zobowiązał się do prowadzenia przez 10 lat warsztatów tkackich których liczba w ciągu tychże 10 lat musiała wzrosnąć z 20 do 100. A jednak, podając za stroną: "Ludwik Geyer stał się największym łódzkim przemysłowcem swego czasu, a zakład był wzorcowym zakładem tego rodzaju w Polsce. W regulaminie wewnętrznym zakładu stało, że pracownicy chorzy są leczeni na koszt fabryki, na koszt załadu pracy są umieszczani w szpitalu, jeśli takie są wymagania. Również pracowaca sponsoruje LEKI. Dniami wolnymi były święta Kościelne jakie mogą Wam przyjść do głowy: Trzech Króli, Zielone Świątki dwa dni , Wielkanoc, Apostołów Piotra i Pawła, Niepokalane Poczęcie Najświętszej Maryi Panny, Matki Boskiej Gromnicznej itd.... Dokumenty i regulacje wewnętrzne fabryki są zachwycające: księgi produkcji, schematy organizacyjne, księgi wypłat, listy obecności, świadectwa pracy a wszędzie kawałek życia ludzkiego .... Postać Ludwika Geyera mnei zafascynowała.
I tak miałyśmy być w Warszawie o 17 a ledwie na 20 ściągnęłyśmy! Ale uważam że było warto, bo ilość towarzyszących nam emocji była niezwykła :)
Pozdrawiam niedzielnie!
czwartek, 05 listopada 2009
Witam, witam i o zdrowie pytam?! I przypominam że kończy się 10 listopada wystawa Inspirujemy kolorem w Muzeum Włókiennictwa w Łodzi! I trzeba ją zobaczyć, lub jak kto woli: oderwać się od domu, garów, krzeseł i kanap i mieć pretekst do integrowania się z innymi dłubiącymi. I w związku z tym wybieram się 7 listopada, czyli w najbliższą sobotę, w godzinach porannych, do Łodzi celem oglądnięcia pięknych prac. I niespodziewanie zwolniło się u mnie miejsce w autku i mogę jedną duszyczkę warszawską zabrać na przejażdżkę do Łodzi na cały dzień. Jeśli jest chętna Dusza na spędzenie przeuroczego dnia w przeuroczym towarzystwie moim oraz moich najbliższych Koleżanek krzyżykujących proszę się nie krępować i natentychmiast zgłaszać swój udział. Publicznie w komentarzu lub niepublicznie, na maila: aploch@poczta.fm
A kto nie mieszka w Warszawie, to przecież możemy spotkać się na miejscu, no nie? Powiedzmy o 12:00 w Muzeum, koło szatni.
Zapraszam !!!
poniedziałek, 02 listopada 2009
Było, minęło, skończyło się. Projekt xxx to mój największy, nie ukrywam że zainspirowany pierwszym samplerem który zrobił na mnie ogromne wrażenie, samplerem Lili. Do pracy zmotywowała mnie zaś Basia poprzez propozycję zabawy SAL. Na początek trochę suchych faktów o projekcie, podobno wyczekane smakuje lepiej ;) START: 11.03.2009 KONIEC: 31.10.2009 PRZERWY /on-hold/:
WYMIARY: 57,5 cm szerokość i 55,5 cm wysokość MATERIAŁY:
Myślę sobie /zebrało mi się na refleksje.../ co się też wydarzyło podczas wyszywania maleństwa:
Zaangażowałam się okrutnie w wyszywanie, nawet wprowadzając zmiany w rozkładzie dnia /wstawanie nawet przed 5 rano, aby tylko podgonić wyszywanie przed pracą.../ Wyszywało się bardzo sympatycznie: len jest cudnym materiałem! Krzyżyki nawet większe czy mniejsze są takie... usprawiedliwione i naturalne. I oto jest: I kilka detali: Ten sampler jest też trochę mój osobisty. Dlaczego? Poprawiałam autorów i ten schemat skorygowałam bo nie był symetryczny. Dodatkowo wpisałam w niego swoje inicjały. I tutaj jeszcze coś co różni pracę od oryginału, rok wykonania: I oczywiście środek jednej z rozetek: który to schemat zastapił smutną, oryginalną gapę. Jeśli schemat komuś się spodoba, chętnie podzielę się wzorem tego co wyszyłam: aploch@poczta.fm
Sampler zawiśnie w nazej chatce, nad kominkiem. To już postanowione. Tylko niech ten kominek się w końcu pojawi ;) I to by było na tyle. THE END. -------------------- Chciałabym tutaj podziękować wszystkim odwiedzającym: zarówno komentującym, jak i tym milczącym obserwatorom: bardzo motywowaliście mnie do pracy nad samplerem, a każde pozostawione słowo wzmacniało w drodze do ukończenia pracy. DZIĘKUJĘ WAM :))) ---------------------
niedziela, 01 listopada 2009
Weekend spędzony na działce był po prostu cudny. Spokój, cisza .... W piątek, po przyjeździe nieco chłodno w domku było (13 stopni) ale już po kilkunastu minutach kominek zaczął porządnie palić i ciepełko milutko się rozpoczęło krążyć po salonie. Terma nagrzała wodę już po 30 minutach. Co prawda w nocy wstawałm dwa razy żeby dołożyć do kominka, ale wynikało to chyba z tego że zamiast załadować do pełna to wkładałam po dwa drewienka - za głupotę trzeba płacić ... ;) Ten weekend był dla nas trochę próbą generalną, która miała nam pokazać jak szybko uda się nagrzać dom na jesieni, zanim jeszcze zamkniemy go na zimę. Domek zdał egzamin. Teraz trzeba robić zapasy drewna na kolejny miesiąc i wiosnę. Za to bladym, zapłakanym świtem budziło nas piękne słońce i jesień w pełnej krasie koloru. Poniżej kilka fotek z mobile /mój aparat tym razem został w domu (skleroza).../
W sobotę w nocy był lekki mróz i cała skarpa była pokryta iskrzącą się mgiełką .... Wykorzystałam ten weekend na poły krzyżykowo. Po pierwsze: poproszę werble. SKOŃCZYŁAM SAMPLER!!! Dokładnie tak jak założyłam, w październiku, 31.10.2009 postawiłam na nim ostatni krzyżyk!!!! Co mnie spotkało zanim nastąpiła wiekopomna chwila opiszę jutro w poście dotyczącym samplera. No i jak już jutro aparat fotograficzny w końcu naładuje baterie /złośliwość rzeczy martwych?/ Po drugie: ruszyłam jedną z rozpoczętych prac. A "tureckie rajstopki" są słowem kluczem do odgadnięcia o co chodzi. Dodam że na Multiply kiedyś album rozpoczęłam. Nic tu więcej nie napiszę aż do 5 grudnia, bo szykuję tę właśnie pracę na prezent dla szczególnej dla mnie osoby. Żywię nadzieję że nie oszaleję od ilości backstitchy i jednak do grudnia się wygrzebię ;) Poza tym weekend był lajtowy: leniwy, ciepły, jedzeniowy, spacerowy, nieco (ale tylko nieco) roboczy... Trudno uwierzyć ale znalazłam tylko kilka chwil na czytanie !!! To teraz polecę poczytać co u Was słychać, bo po urlopie nadal nie mogę się 'obrobić' z czytaniem zaległości :) Pozdrawiam mocno na nowy tydzień !!!!
środa, 28 października 2009
Ot i tak. Urlop i po urlopie. Szaleństwo i dni stają na głowie. Powroty, odwiedziny u Rodziny, wizyty u Mamusiek & Tatuśków, bieganie z załatwieniem spraw które narosły podczas nieobecności i efekt jest taki że zamiast siedzieć na zadku i dłubać, latam. Latam już na wysokości lamperii: w pracy szkolenie /trzy dni/ a praca? W domu :) I po godzinach oczywiście :) Czyli godzina dwie przed szkoleniem, w trakcie i po. Ale ja nie o marudzeniu chciałam. Ja chciałam powiedzieć że w całej tey szaloney połówce tygodnia udało mi się wybrać do kina na film "Julie i Julia". Na pewno coś tam słyszałyście jednym uchem a wszystko o treści filmu można przeczytać w necie. Do tej pory chyba wcale o filmach nie pisałam, ale tym razem zrobię wyjątek. Mianowicie: film mnie urzekł! Wyszłam z uśmiechem tak dużym, że gdyby nie uszy .... głowa by mi odpadła. Cudna Meryl Streep (kocham ją.....) piękna, ciepła, urocza historia walki o realizację pasji, ambicji i spełnienie się. Walka o osiągnięcie celu. I aż trudno uwierzyć że towszystko o pasji gotowania, prawda??? W scenie z siekaniem o mało nie spadłam z fotela. Uśmiałam się jak norka. Zdecydowanie polecam! No i jeszcze coś z innej paczki. Odkryłam niedawno piękną Wokalistkę i jej cudną piosenkę. Zdolniacha nazywa się Gaba Kulka i własnie wydała kolejną płytę. Ma świeży, czysty głos choć w moim uchu cudnie 'przykurzony' /no ale ja głuchawa mogę być ;)/ Gaba nie "cuduje" podczas śpiewu, nie używa ozdobników, bardzo swobodnie posługuje się językiem obcym a Jej 'immediately' na zakręcie w refrenie mnie obezwładnia. Za każdym razem. Tutaj Ona, Gaba Kulka, jest. Jak się naumiem i pokombinuję to zedytuję i wstawię teledysk z youtuba.
I jeszcze z seri groch z kapustą. Czy Wy wiecie jak czas szybko leci?? Ja zdaję się tego nie dostrzegać. Ale trudno zamknąć oczy na fakty. A te są takie że mam dwie Chrześnice. Obie w tym roku miały 18 urodziny. Dacie wiarę???? Toż to skandal! Czasami się zastanwaim jak pozwolono mi abym dzieciakiem będąc podawała szkraby. Z perspektwy czasu uważam że nie był to najlepszy pomysł. Dopiero teraz dojrzewam do posiadania Dziecka. Jakiegokolwiek. Taka dziwna jestem :(
wtorek, 27 października 2009
Utwierdziłyście mnie w przekonaniu że smutna gapa w środku to nie jest to co Tygrysy lubią najbardziej. I bardzo się cieszę, bo i mi nie leżała wybitnie jej obecność na pracy :) Poszłam za radą Kankanki i jeszcze raz pochyliłam się nad wypełnieniem środka motywu. Otrzymałam w efekcie drugą koncepcję (czyżby antykoncepcję ?!?!?!) ;) Poniżej przedstawiam zestawienie dwóch wersji podejść tzw. kreatywnych. Nie chciałabym tu teraz mówić o swoich preferencjach ale będę wdzięczna za słowo komentarza, bo ciekawa jestem Waszych odczuć i opinii. Komu lets, temu go! Pozostało mi wyszysć tylko już środek motywu. Reszta jest DONE :D
sobota, 24 października 2009
I jezdem. W naszym ponurym, mglistym klimacie. Ale strasznie się cieszę mimio wszystko! Pracę opuściłam w czwartek w czwartek 8.10 o północy, a już 3 godziny później wstaliśmy do wyjazdu do Katowic. Wystarczyła godzina (słowie: sześćdziesiąt minut) na ogarnięcie się i spakowanie na 2 tygodnie (!!!). W Katowicach byliśmy o 7 rano, wylot o 10 rano. Ciepłe kraje są super, ale w Egipcie z tym biurem podróży z którym byłam to już długo, długo nie pojadę. Miał być super luksus (przecież trzeba od placu budowy wypocząć, nie??), a było przez 6 dni spotykanie się z rezydentem, potem managerem hotelu, pisanie protokołów, zbieranie dowodów, ustalenie treści i ilości reklamacji. W końcu solidarnych i 20 rozjuszonych osób to nie przypadek. Do tego rezydentka która traktowała nas jak idiotów i uważała że parzenie herbaty w plasitkowych jednorazowych kubeczkach w hotelu 5* to standard w hotelach w Egipcie, a oczekiwanie na filiżanki do kawy 20 minut czy zamknięte od środka restauracje z powodu nadmiaru gości w godzinach wydawania posiłków to histeryzowanie i wyolbrzymianie problemów. Tak jak grzyb w pokojach, niedziałająca klima, czy brak talerzy podczas posiłków.... Narzekać już nie będę - tylko przestrzegam przed Triadą. Co było, to było - rejs był super jak zawsze, świątynie egipskie cudne, ludzie na urlopie fantastyczni, temperaturki zawstydzająco wysokie.
Najważniejsze że słońce dopisało i dało się zadek pomoczyć. Czego dowód załączam niniejszym: W Warszawie byliśmy w piątek o 14 po nieprzespanej kompletnie nocy i podróży Katowice-Warszawa. Pierwsze danie po powrocie: flaczki! i żurek! I porządna kawka! Zaczynamy dziś dopiero funkcjonować. * * * Dziękuję za wszystkie komentarze zostawione podczas mojej obecności i nieobecności: są bardzo inspirujące i część z tych które miałam szansę przeczytać przed urlopem utwierdziła mnie w przekonaniu że 'gapa' to jednak nie jest dobry pomysł. Pomyślę teraz wg podpowiedzi Kankanki jak tu trochę zmienić 'oko' co by było bardziej oryginalne. Na razie od powrotu wczoraj wieczorem dopiero dziś udało się wyhafcić 4 literki. Zostało: B, V,W, X i Z, kawałek ramki i OKO. Jutro rano znowu będę dziubać. Na urlopie poza czytaniem książek (4 sztuki...), grą w kości, moczeniem d... i zwiedzaniem nic nie robiłam. Zatem jestem wygłodniała xxx :D
Pozdrawiam serdecznie po-urlopowo!!!!
środa, 07 października 2009
Dłubałam, dłubałam aż doleciałam do ramki i muszę przepiąć pracę. Pomyślałam sobie zatem, że zanim zamknę bloga na kłódkę na czas mojego urlopu to jeszcze Wam pokażę jak wygląda status. Sama nie wiem czego oczekuję. Nie no, oszukuję trochę ;) Wiem czego potrzebuję jak kania dżdżu: kilku słów że koniec już blisko :D Do tego wszystkiego jak widzicie ostatni element ma puste "oko". Bo cały czas mi to ptaszysko zaprojektowane w oryginale nie pasuje. Wykombinowałam coś takiego co widać na obraku po lewej stronie:
Interesują mnie Wasze opinie. Baardzo! A teraz wracam do krosna - parę literek jeszcze wydłubię. "Oko" zostawiam na 'po urlopie'. Teraz już jestem pewna że do końca października się uda zakończyć :))) Wspomniałam o urlopie ... Ano po długich negocjacjach z moim Szefem oraz mojego Chłopa z Jego Szefem; po długich tłumaczeniach że jednak tydzień wolnego nam się opłaca mniej niż dwa tygodnie wreszcie udało się. Jedziemy! Wykupienie 'last-minuta' i kolejny news: jedziemy w piątek 9.10. O 9 rano. Czyli potrzebny jeszcze jedne dzień wolnego :( Tu już było baaardzo trudno negocjować. Ale udało się. I kolejny news: wylot z ...Katowic! Jeszcze mnie tam nie było ;) Wracam do życia (netu+poczty) dopiero 24 października. A gdybym jednak nie wróciła to będę na Grabinie, na naszej Hacjendzie :)
sobota, 03 października 2009
Wiem, wiem... festiwal o którym pisałam jeszcze trwa i skończy się dopiero jutro. Aczkolwiek uważam że jeden dzień to w zupełności wystarczający czas na poznanie wszystkich (dosłowienie: wszystkich...) stoisk i zaprezentowanych drobiazgów. Słaba organizacja, łupiąca po uszach muzyka, niemal puste warsztaty, niemal sami wystawcy gotowych produktów, dla amatorów półprodukty tylko do decu i filcu, jedno stoisko z kilkoma koralikami, jak zwykle pajdy chleba ze smalcem... Tak jak umawiałyśmy się o 13 nastąpiło spotkanie na szczycie: przy stoisku Koroneczki. Ata, bardzo miło było Cię poznać osobiście :D Z ciekawszych rzeczy zanabyłam....czapkę z lisa! Piękną, czarną, czuję się w niej jak... Anna Karenina :D Naprawdę! I od razu ucinam komentarze w stylu: biedne zwierzątka, sztuczne futra są ładniejsze itd.... w duszy mam czy ktoś mnie potępi - ludzie od zarania dziejów ubierali się w skóry i tak będzie dalej w moim przypadku. Noszę futro, a teraz futrzaną przecudnej urody czapkę. I koniec. No i do tego zanabyłam szynkę z beczki i chleb żytni na zakwasie i sery z Korycina.... Taaak.... Był to bardziej regionalny kiermasz rękodzielniczych smaków, bo z dłubaniną miało to nie wiele wspólnego. Nawet zdjęć nie robiłam - jakoś tak się nie składało ... Lila, nic nie straciłaś ! Około 16 wróciłam na festiwal w celu zanabycia drugiej czapki z tego samego lisa dla mojej Mamy Kochanej. Po wykłóceniu się z ochroną, aby mnie wpuścili raz jeszcze na dzisiejszym bilecie (złapały mnie dreszcze na myśl że mam drugi raz zapłacić za wejście tylko po to aby odebrać czapkę!!!) oj... postanowiłam tak szybko nie wychodzić. W końcu Qubaska prowadząc zajęcia z karteczek xxx specjalnie mocno się nie przepracowała to pomyślałam że chociaż sobie pogadamy :P Ja zachodzę na warsztaty a tam Ania.... się pergamanuje!!! No takie cuda! Podglądałam przez ramię, pod łokciem ... towarzyszyłam Ani i kibicowałam w smyraniu piórkiem po kalce i kopiowaniu wzoru cudnej urody. Podczas bardzo wyczerpującego fizycznie mielenia językami - głównie moim językiem mieliłam - bo Ania niemal całą uwagę koncentrowała na tuszowaniu kresek, została mi wetknięta w ręce kalka. Dziewczyny zapytały czy ja chcę spróbować. Pytanie !!!! No pewnie !!!!!
ta dam.... BAŁWAN! Mój pierwszy BAŁWAN pergamanowy!!!!
Nieskromnie uważam że jest piękny i absolutnie pół-doskonały ! Jak poćwiczę pewność kreski to będzie absolutnie doskonały ;) Moją niezwykle cierpliwą nauczycielką okazała się być Anna Baranowicz, która urzekła mnie spokojem i promieniującą wręcz kreatywnością oraz optymizmem. Dziękuję !
Po raz kolejny okazało się że najważniejsi są ludzie z którymi spotykamy się: nie ważny festiwal, nie ważne stoiska z kiełbasą. Ważna jest pasja, błysk w oku, uśmiech i ciepło które daje wspólne tworzenie. O pracy Ani, Jej pomysłach jeszcze tu napiszę. Ale już jutro - dziś zmykam spaciu! W podsumowaniu napiszę tak: było mnóstwo ciekawych, sympatycznych i pięknie wykonanych prac. Ale po tym co można było oglądać na Festiwalach w Łodzi czuję teraz potężny niedosyt i chciałabym głośno krzyczeć: Festiwalu Koronki i Haftu WRÓĆ!!! Oby Festiwal warszawski nieco okrzepł a Organizatorzy wyciągnęli wnioski.... |
Archiwum
O autorze
Ostatnie notki
Zakładki:
Krzyżykowe blogi obcojęzyczne
Krzyżykowe blogi polskie
Needlepoint
Nieco inne miejsca
Podręczne sznurki & kursy
Smakowe linki
Szablony
Zabawy grupowe
Zakupy
|