taka jaką jestem: wyszywająca, pracująca, z kremem 30+, ale bez kompleksów ...zresztą nie wiem czy cała - zidentyfikować jest się trudno. Jak to z Kobitami.
środa, 30 grudnia 2009

Koniec roku, szaleńczy pęd do zamykania, podsumowywania go i rozmyślań ale jak kompletnie nie mam nastroju na jakieś analizy.

Plany na ten rok wykonane: domek stoi, praca nowa jest, kręci się aż miło, projekty się kręcą, zdrowie dopisuje. Do tego wszystkiego zostałam Ciotką i po raz trzeci Mamuśką Chrzestną. A moje obie Panny miały w tym roku 18 urodziny! Nie ma co się dalej rozdrabniać.

Ostatnimi dniami zrobiłam sobie inwentaryzację mulinek Anchor i postanowiłam zaszaleć: dokupiłam aż 100 motków, dzięki czemu od 1 do nr 300 jestem ubezpieczona w każdy odcień. Co ja poradzę że lubię wyszywać Anchorem?!

Żeby się nie lenić, w Święta jeszcze przysiadłam do nowej pracy. Planowałam ją już na zeszły rok, ale jak zawsze, budzę się dwa tygodnie przed świętami. A tego nie da się wyszyć w dwa tygodnie, po prostu!

Przygotowałam aidę 20 (tudzież 22) kremową, moje ukochane Anchorki, igły i lecę. Dziubię coś co za rok akurat się przyda. Baaardzo kolorowa praca :) Teraz nie pokażę, bo jeszcze nie wiele jest do oglądania. I niestety jutro już wyjeżdżam na Sylwestra, wrócę dopiero w sobotę i nie wiele znowu przybędzie :((

Ale jak wrócę znowu przysiędę i będę dziubać, jak dziobak.

Bardzo dziekuję Wam za złożone życzenia Świąteczne. Aby się nie zapędzić i znowu nie przegapić odpowiedniego czasu, chciałabym złożyć Wam już teraz Noworocznych kilka słów:

Życzę Wam owocnego, dobrego roku 2010! Zdrowego, uśmiechniętego, ze spełnionymi marzeniami i planami.

Życzę dużo mobilizacji, wiary w siebie i sił aby realizować zamierzenia!

Życzę dużo pewności siebie, bo doda Wam to przebojowości, której też potrzebujecie do realizacji zamierzeń.

Do Siego Roku!


piątek, 25 grudnia 2009

Choć już połowa Świąt za nami życzę Wam Wszytskim Czytaczom i Odwiedzającym te strony wiele spokoju, uśmiechu, ciepła i chwili zadumy. Życzę zupełnie prozaicznie spokojnej porannej kawy i miłych rodzinnych spotkań, a przede wszystko niewiele przygotowań i mało sprzątania!

A do tego wszystkiego życzę Wam chwili dla siebie. W końcu to czas cudów :D

W skrócie i w skondensowanych dwóch słowach: Joyeux Noël, jak to na poniższym Tralala obrazku:

Tralala by Aploch

Tralala by Aploch

 

Udało się skończyć właśnie dzisiaj :D


sobota, 19 grudnia 2009

.... a był "piątek trzynastego". No jak dawno, nie miałam takich przygód.

Po pierwsze choina. Zabrałam się radośnie do prasowania ugotowanej choinki, wyprasowałam, fizelinkę myk naprasowałam, odwracam choinę a choina ... krzywa. Krzywa jakby ją halny do ziemi przygiął /przypominam że na lnie wyszywałam i ten len jakoś ma tendencje do wyciągania się po przekątnej/. No to fizelinę oderwałam, zaczęłam kombinować, zawołałam Chłopa w celu wydania opinii czy choinka prosto leży.  Dumał, mierzył i orzekł: choinka jest krzywa.

No fajnie. Ale gdzie?! Okazało się że Sierotka żle wyszyłam po jednej stronie te takie tam rozbryzgi. I było niesymetrycznie i chojak wyglądał jaby miał jedną nóżkę bardziej. Bardziej krótką. Zniechęcona, choinkę wzięłam na warsztat, rzuciałm w kąt całą resztę ustrojstwa.  Ale do choinki się nie zabrałam. Stwierdziłam że muszę sobie nastrój poprawić.

Wzięłam się za rameczkę w czerwieni uroczej Anchor 1006. Ramka miała być obfotografowana jak zostanie skończona.

Złapałam igłę i lecę, dziergam aż się pali. Prawie doleciałam od dołu długim brzegiem do samej góry i co? Zabrakło mi jednego ściegu żeby dołączyć do górnej belki. Zaczęłam poszukiwać gdzie się pomyliłam. Pomyliłam się na samym dole długiego brzegu rameczki. Musiałam spruć cały jeden długi brzeg. Myślałam już że chyba tylko sznur się ostanie..... Chwilę podziubałam, potem poszłam spać. I takie były moje dokonania piątkowe. Dlatego brak obiecanego wpisu.

Ale o 3 rano  sie obudziłam, dokończyłam rameczkę. Kładałam się z silnym postanowieniem że rano tę choinkę w pierwszej kolejności spruję i poprawię. Co też zrobiłam i dokończyłam oprawę.

Choinka AAN

Zdjęcie jest do niczego, bo słońce jakieś mdłe było.

Przy tym mdłym słońcu zrobiłam też zdjęcie ramki dokończonej:

Ramka

I właśnie z powodu mdłego światła dopiero zdjęcie z lampą oddaje urok aidy ufarbowanej papryką i herbatą.

Madziula pytała jak się to robi. Otóż relacja zdjęciowa jest tutaj: http://saolya.blogspot.com/2008/09/quaker-turtles-dhc.html a ja tylko dopowiem  że:

1. Tkaninę należy zwilżyć, rozłożyć na płasko i posypać herbatą (może być z rozerwanej torebki, może być liściasta) oraz czerwoną papryką.

2. Zwinąć materiał w kulkę, jak na zdjęciach

3. Gotować 20 minut. Woda zrobi się .....masakrycznie brzydka

4. Wypłukać w zimnej wodzie, rozwiązać materiał, spłukać pozostałości

5. Przegotować 1-2 razy materiał w proszku do prania/płatkach mydlanych/żelu czy innym środku czyszczącym w celu usunięcia pozostałości farbujacych i utrwalenia koloru.

Można wyszywać :)

Powiem szczerze że żadna aida mozaikowa nie podoba mi się tak bardzo jak efekt herbaty+papryki. Ale to moje zdanie tylko.

Padam na twarz po intensywnym jeżdżeniu na szmacie. Chyba się na chwilę tylko położę ....


środa, 16 grudnia 2009

... u dworu słychać?

Ano. Choinka, choć skończona i wyprana nawet (!) do tej pory nieoprawiona czeka aż się zlituję nad nią i wreszcie wezmę żelazko do łapy*. Nawet ramkę już mam! A tutaj jest jeszcze przed praniem drzewo:


AAN - CT10

Dziś dopiero do domu z pracy wróciłam, ale jutro znowu nie będzie lepiej: tym razem czeka mnie Wigilia pracowa. Znowu powrót ciemną nocą i padaczka do łóżka.

Ale już w piąteczek.... W piąteczek się wezmę za swoje drzewo i je wreszcie oprawię.

A tym czasem wpadł mi w oko wzorek. Maleństwo. Pierdółka. Ale okrutnie przyjemna. Wykorzystam do jej zrobienia ostatni kawałek aidy 14, którą w ubiegłym roku ufarbiłam papryką i herbatą w malownicze zacieki. Na większym kawałku wyszyłam bombki. W tym roku będzie kolorowy prościutki obrazek bożonarodzeniowy.  Nie wiem co z nim zrobię - na razie cieszę się frajdą jaką sprawia mi dłubanie cudnie czerwonej ramki w kolorze Anchor 1006. Również ramkę postaram się pokazać w piątek.

Bardzo mi miło że Baabcia wzbudziła tak duże zainteresowanie! Przyznam że nie spodziewałam się, gdyż wzory Louise Gardiner rzadko goszczą na naszych tamborkach. I bardzo szkoda, bo to przecież pozytywne i bardzo sympatyczne dłubanki! Spójrzcie na nie:

 

By Louise Gardiner


Babcine 'tureckie rajstopki' to było naprawdę wyzwanie, ale pomimo mnogości ściegów bardzo szybko następował progres. Ani się obejrzałam jak rajstopki były gotowe! A moze to zasługa chwili?! Czasami tak mam że mogę robić bez bólu najokropniejszą robotę w dwa dni, podczas gdy wcześniej zbierałam się do niej jak "pies do jeża" przez dwa miesiące. Zatem: to były TE dni, kiedy backstitche nie bolą :)

Nie zmierzyłam Baabci - wyszła całkiem duża. Muszę zapamiętać aby wziąć jej wymiary! Choć z drugiej strony: czy wypada tak bezpretensjonalnie dokonywać pomiarów Baabci TU i TAM???

No, jednak już chyba myknę pospać. Żyję chyba tylko dzięki temu że projekt zaczął mi się przesuwać ku końcowi po 4 miesiącach trwania w martwym punkcie, adrenalinka strzeliła....

--------------------------------

*Nienawidzę prasować. W zasadzie prasuję TYLKO gotowe prace - moje żelazko choć stare to nie napracowało się do tej pory ;)

poniedziałek, 07 grudnia 2009

Wspominałam na początku listopada że przez chwilę zaniemogłam blogowo bo dziubę cuś na prezent. Kto widział moje prace na multiply ten wie co to 'tureckie rajstopki'. Określenie Kankanki idealnie opisuje zjawisko nitkowo-igłowe.  Ale żeby być konsekwentną również  tu ujawnię co dziobałam w ukryciu. Tu detale.

Speedy wrotka:

Groovy Gran by Louise Gardiner

 

Groovy Gran by Louise Gardiner

i małe dziecię:

Groovy Gran by Louise Gardiner

i Baabcia:

Groovy Gran by Louise Gardiner

 

No i jak to wygląda w całości:

Groovy Gran by Louise Gardiner

A o oprawionej pracy jak zwykle zapomniałam :(

Za to od razu wiadomo dlaczego "tureckie rajstopki:" szalone backstitche stanowią całe ubranko Baabci, co w zbliżeniu wygląda tak:

Groovy Gran by Louise Gardiner

Pracę wykonywałam na firmowym kicie: len 28ct, muliny Anchor.

Tylko jedna zmiana nastąpiła: odchudziłam Baabcię o jedną kolumnę pionową, która wypadła mi na łączu kartek we wzorze i na xero schematu się .... nie odbiła. A ja dzielnie wyszywałam, bez jednej kolumny. Zorientowałam się tak późno, że nie chciało mi się już pruć. Zatem Babcia na całej wysokości jest szczuplejsza niż być powinna.

Ale to akurat chyba lepiej :) Fajnie byłoby się tak szybko na xero odchudzać :D

O autorze
Zakładki:
Krzyżykowe blogi obcojęzyczne
Krzyżykowe blogi polskie
Needlepoint
Nieco inne miejsca
Podręczne sznurki & kursy
Projektanci
Smakowe linki
Szablony
Zabawy grupowe
Zakupy