taka jaką jestem: wyszywająca, pracująca, z kremem 30+, ale bez kompleksów ...zresztą nie wiem czy cała - zidentyfikować jest się trudno. Jak to z Kobitami.
niedziela, 26 lipca 2009

Drogie Anie,

 

ponieważ dziś mamy swój własny, osobisty Dzień życzę Wam wszystkim Miłe Anny:

- długich wieczorów, poranków, weekendów i innych pór stosownych do efektownego i efektywnego: wyszywania, szydełkowania, dekupażowania, drutowania, frywolitkowania/frywolenia, tkania, gotowania i innych aktywności które sprawiają Wam największą przyjemność,

- aby nitki Wam się nie plątały,

- aby igły nie ginęły,

- materiały nie mięły,

- dzieci/Małżowie/Babcie/Dziadkowe/Ciocie i inne towarzystwo było wspierające i wyrozumiałe i zajmowało się sobą, pozwalając na chwilę relaksu w naszym zkręconym życiu,

- ale przede wszystkim udanego i zdrowego kolejnego roku!

A do życzeń dołączam torta własnej roboty z przepisu niezastąpionej dorotus76:

 

Tort Czarny Las

20:32, aploch1205 , Smakowe
Link Komentarze (8) »

Dawno, bo dwa tygodnie, już nie pisałam. Choć byłam w tym czasie już dwa razy na działce, to jakoś "nie poskładało się" do zrobienia zdjęć. Zresztą to co wydaje się mi skokiem do przodu z robotami, niekoniecznie dla Was jest ciekawe ;)

Zatem postanowiłam że nie będę pokazywać jeszcze  większego bałąganu deskowego. W tym czasie kiedy mnie nie było ze zdjęciami, dojechało drugie, większe okno do łazienki, zostało wykonane bardzo dużo pracy wewnątrz: wypoziomowana posadzka, wykonane podkucia w posadzce i przepozycjonowane elementy systemu odpływowego i wodnego w łazience i kuchni, zalana została posadzka w częsci łazienkowej, wykonana podbitka na piętrze, postawiona część ścianek działowych oraz obsadzone już dwie ościeżnice /drzwi już  blisko !!!!/. Dojechała obudowa od kominka :))

Nasz Kierownik Budowy przywiózł część desek na podłogę na piętrze /drewno/ i zamówił deski na taras /5 metrów długości !!!!/ - będziemy mieć 30m2 tarasu !!!  Ależ się cieszę :)))))


Zresztą popatrzcie sami. Wiem, że bałagan jeszcze niewąski panuje, ale to przecież plac budowy, więc wybaczcie proszę :)))

Na zwenątrz, od wjazdu widzimy to:

Grabina

Grabina

Grabina

 

Grabina

Grabina-Podbitka

Grabina

Potem wchodzimy do środka:

Wejście

I oto parter:

Grabina

Schody

Grabina

Po drabinie wchodzimy na piętro, z trzema sypialniami:

Grabina

Grabina

 

Do końca bliżej niż dalej - ja już to widzę choć może nie jest to takie oczywiste z przedstawionych zdjęć :)))

 


20:08, aploch1205 , Budowanie
Link Komentarze (9) »
poniedziałek, 13 lipca 2009


No i co ja mam napisać ponad to co już Kankanka opisała? Aniu, uprzedziłaś mnie :)!

Zmawiałyśmy się na to spotkanie już od lutego, a w lipcu udało się doprecyzować szczegóły: miejsce i czas spotkania.

Nawet nie wiem kiedy zleciał ten czas: przegadałyśmy ....5 godzin! I gdyby nie moje obowiązki które wynikały z faktu bycia kandydatką na Matkę Chrzestną, dalej pewnie klepałybyśmy dziobami na tysiąc tematów posiadując sobie w Tutti Frutti. Jedyne co nam przerwało pogawędkę to zwykłe pragnienie: pić! Jeść! Desery orz kawka pomogły.

Ania jest niesamowicie dynamiczną i roześmianą osobą – poprostu chodzącą bombą energetyczną! Cudowne jest spotkać osobę o takim stosunku do życia w realu! Od ręki podnosi się człowiekowi poziom zadowolenia i nastawienie do życia przypomina o sobie w pozytywnej skali!

Przez dwa dni klepałam swojemu Panu o naszym spotkaniu co chwila przywołuąc naszą radosną i toczacą się własnym życiem pogawędkę.

Powtórzę to co już napisała Ania: niesamowite jest to że spotkania osób z sieci w realu okazują się być własnie takimi pokrewnymi duszami: oosbami niezwykle wyrazistymi, ciekawymi, dynamicznymi, po prostu pozytywnymi! Trzeba brać życie za rogi i do przodu, bo szkoda każdego dnia – tak prosta i oczywista prawda nie zawsze jest łatwa do wdrożenia w życie, a jednak los pozwala mi spotykać na swojej drodze ludzi, którzy wiedzą co znaczy nie załamywać się, nie zatrzymywać i przeć jak lokomotywa do celu.

Aniu, dziękuję Ci serdecznie za spotkanie i mam nadzieję, że pomimo dzielącej nas odległości uda nam się powtórzyć ‘deserowanie’ :)

Pani Agato, dziękuję za uściski - Ania pamięta wszystko i przekazała mi to niespodziewane pozdrowienie. Życzę udanych lauroperinowych  i koperkowych wakacji!



P.S.1 Teraz zdałam sobie sprawę z tego że nawet zdjęcia sobie nie pstryknęłyśmy i nie została uwieczniona Twoja piękna torba w użyciu... No nic: co się odwlecze to nie uciecze :)

P.S.2 W tym wpisie mam same WYKRZYKNIKI. Ciekawe dlaczego? ;P



piątek, 03 lipca 2009

Coś mnie podkusiło wyekshibicjonizować się, czyli obnażyć przed światem. Pomyślałam że przecież zaglądają tu po raz pierwszy osoby z którymi nie znam się z moich poprzednich miejsc zamieszkania /kaan, multiply, osobiste życie prywatne../ I to wcale nie jest tak że zrobiłam w życiu tylko tyle ile tu, na tym blogu pokazuję. I wydumłam po ponad pół roku blogowania się że chciałabym opowiedzieć Wam jak  to drzewiej bywało. I jak było ze mną.

Może to nikogo nie obejdzie, a może wręcz przeciwnie: i też przeczytam na czymś blogo o tym co spowodowało ze robimy to co robimy i co sprawia że się rozwijamy i pędzimy do przodu. To co widać na bloxie jest wypadkową wszystkich poprzednich doznań i doświadczeń.

Narodziny

Jakoś tak około 12-13 roku życia, czyli tak dawno że najstarsi ludzie nie pamiętają. Ja pamiętam że w Przyjaciółce czasami były przedruki z niemieckiej Burdy do powyszywania. Miałam takie rzczy w domu bo moja Mama kupowała gazetkę jako zapalona drutomaniaczka.

Tak więc dzieckiem będąc wzięłam do rąk coś: choć nie wiem czy najpierw było szydełko, igła czy druty.

Wielofunkcyjna do dziś jestem, jednak 90% czasu pochłaniają aktywności igłowe. Szydełko, czółenko - umiem, mam  satysfakcję z tego że znam i potrafię trzymać - ale nie ćwiczę i nie rozwijam się w tych obszarach.

Nie drutuję również - ostatnie dzieło to para skarpet zrobionych w podstawówce na zajęciach praktyczno-technicznych. Skarpety zdrłam doszczętnie na obozach wędrownych.

Po Przyjaciółce było w 1997 roku pierwsze polskie wydanie miesięcznika Anna. Moja Mama przyniosła mi pierwszy numer. Zaprenumerowałam i tęsknie wpatrywałam się w piękne zdjecia i wzory zastanawiając się na czym by tu wyszywać takie cuda? Już na wzorach z Przyjaciółki przetestowałam że ściereczki kuchenne Mamy nie nadawały się do tego celu gdyż nie miały równego splotu i kilka obrazków wyszło mi.... prostokątnych zamiast kwadratowych.....


Skok cywilizacyjny = świadomość we mnie rośnie I

Jakimś cudem, nie wiem skąd, w środku lata 2002 roku dowiedziałam się że w Łodzi odbywa się II Ogólnopolska Wystawa Haftu Krzyżykowego Amatorów. Wsiadłam w pociąg i pojechałam. Było luźno, nie tak jak w dniu otwarcia. Cały dzień w koszmarnym upale chodziłam po wystawie: oglądałam, zawracałam, znowu oglądałam, analizowałam, podatrywałam. A przede wszystkim nie mogłam uwierzyć że TYLE osób robi to co JA. I gdzie Oni wszyscy się podziewają? I ileż musi być środowisk wyszywających aby zorganizować tak wielką wystawę o wymiarze ogólnopolskim! I zgromadzić tyle prac!

To był dla mnie szok. Wyszłam z tej wystawy jak pijany zając w kompletnej euforii i tak szerokim uśmiechem że gdyby nie uszy, byłby dookoła głowy. Szłam Piotrkowską do Dworca Fabryczna głupio się uśmiechając.... Wyszłam z silnym postanowiem że w następnej wystawie wezmę udział:  zgłoszę swoją pracę. Jakoś w ogóle nie brałam pod uwagę że moją pracę ktoś odrzuci na etapie oceny....  Wyszłam również z pustym portfelem, gdyż po raz pierwszy w sklepiku przy wystawie zobaczyłam na własne oczy taką ilość dobra xxx że całe stypendium studenckie przepuściłam na zestawy i materiały.

Niezwykle istotne było dla mnie również to że znalazłam punkt odniesienia i mogłam wreszcie zaszeregować poziom swoich prac.

Rok wcześniej w wakacje kupiłam na Węgrzech swoje pierwsze krosno. Niedoskonałe, ale wreszcie wygodniejsze niż tamborek.


Era komutera I: Kaan

Tam zaczynałam w już ukształtowanej grupie fascynatów.

Tam zakupiłam swoje drugie krosno.

Tam dowiedziałam się że gotowanie skończonej pracy jej nie zaszkodzi.

To forum pozwoliło mi poznać całą masę osób do tej pory w sieci tworzą swoje własne "ogórdeczki" i z którymi utrzymuje się wirtualne znajomości.

Tu zrealizowałam to o czym tak przestrzegają zupełnie niesłusznie wszystkie poradniki: materializacja wirtualnej znajomości. I wypiłyśmy z Niesią i Reniferem  nie jedną kawę i piwko w realu :)


Era komputera II: Multiply

Internetowo JA urodziłam się na multiply. Mój pierwszy profil, pierwsze albumy z pracami. Na multiply poznałam Abulinkę i Monilew i Qubaskę i wiele, wiele innych wspaniałych osób.

Wszystko co będzie po multiply jest pochodną mnie. Również ten blog. Piszę to zdając sobie sprawę z tego jak krzywdzące są to słowa: wiem że są osoby które zapoznałam dopiero tutaj. Jednakże emocje są jeszcze przy multiply...


Skok cywilizacyjny = świadomość we mnie rośnie II

Tak jak sobie obiecałam tak zrobiłam: wysłałam swoje prace na wystawę do Łodzi. Prace zostały zaklasyfikowane i zaprezentowana podczas III Ogólnopolskiej Wystawy Haftu Krzyżykowego Amatorów (2005)

Posłałam wazon kwiatów Anchora i pierwszego Powellka :)

"The Harvest" autorstwa Trishy Hardvick:

Anchor - The Harvest - Trisha Hardvick, EPX142

Minicottage I - M.Powell:

Minicottage I - M.Powell


Do dziś jestem dumna z wazonu - mnóstwo ściegów zrobiłam tam po raz pierwszy: pierwsze backstitche, pierwsze pół krzyżyki wyszywane pojedynczą i podwójną nitką. Pierwszy raz wyszywanie na aidzie 16ct. Pierwszy raz wg tak skomplikowanego schematu ....

Pierwszy Powellek - mój ulubiony projektant. Potem zrobiłam jeszcze masę zaprojektowanych przez Niego prac. Ale nie jestem bezkrytyczna: nie wszystkie mi się podobają. Na pierwszym i kolejnych Powellkach rośnie warsztat: można doskonalić backstitche, wzór wymaga łączenia kolorów, ja zaparłam się że lepiej wygląda linia backstitchy gdy białe wnętrze gwaizdki nie wyłazi poza jej kontur i w kolejnych pracach wprowadziłam na masową niemal skalę ćwierć i 3/4 krzyżyki. Co przy projektach Powella i znaczeniu konturu oznacza niemal samobójstwo... Ale satysfakcja! Cóż za radość z efektu :)

Na IV Ogólnopolską Wystawę Haftu Krzyżykowego Amatorów w 2008 pojechałam z całą uliczką Powellków:


M.Powell - Handmade houses of Provence


A TU można przeczytać o szczegółach z wystawy.


Skok cywilizacyjny = świadomość we mnie rośnie dzień za dniem

Nie wiem co wyślę na kolejną wystawę - nie myślę o tym. Nie wiem nawet kiedy będzie. Może sampler na lnie? Niestety nie jest technicznie tak zaawansowany jak Powellki. A może wróżki? Te już były nieco bardziej wymagające.

W ciagu tego roku dokonał się we mnie kolejny postęp: dostrzegłam niuanse materiałów użytych do prac, nici, wagi dodatków: metalizowanych nici, koralików, kolorów tkanin.... Inspirują mnie fantastyczne towarzyszki z sieci spotykane wirtualnie jak i całkiem realnie. Podkręcają wymagania, pchają do walki o piękniejsze jutro, kuszą nowymi wzwaniami.


Jeszcze nie teraz, ale nadejdzie w moim życiu era needlepointa.


MOJE UDOKUMENTOWANE PRACE



14:59, aploch1205 , O mnie
Link Komentarze (8) »
środa, 01 lipca 2009


Wstawiam zapowiedziane zdjęcie samplera. Jak rozłożyłam pracę do prasowania to okazało się że jest większy od mojej poduszki !

Cieszę się że doszłam już do górnej belki i złapałam całkowity wymiar pracy. Dzisiaj zamierzam obciąć nadmiar materiału który został na górze. Mam nawet tajny plan związany z wykorzystaniem pięknej urody lnu ;)

Long Dog Sampler - Paradigm Lost (3)

Największy z elementów /nazywam go "koronkowym"/ ma wysokość=szerokość około 16 cm. Skończyłam go w niedzielę oglądając o sztańskiej porze nadany musical "Skrzpek na dachu". Kto wymyślił aby tak piękne produkcje rozpoczynać o 00:30 ???? To nie jest normalne ....

Long Dog Sampler - Paradigm Lost (3)


Long Dog Sampler - Paradigm Lost (3)


Wykończenie powyższego motywu tworzą wykonane backstitchami, jedną nitką maleńkie elementy, kwardaciki, przyczepione na rogach każdego z 8 kwadratowych motywów, w ich wewnętrznych rogach i centralnie, w każdym z kwadratów. Te elementy są słabo widoczne i trzeba się mocno dopatrzeć aby je zobaczyć, ale ładnie zagęszczają motyw i nadają mu lekkości.

Bardzo podobają mi się również detale: mały ślimaczek i konik morski zacumowane na brzegu kanwy:

Long Dog Sampler - Paradigm Lost (3)


Long Dog Sampler - Paradigm Lost (3)


Wieczorem siadam do wyszywania motywów na samym dole - chcę przekroczyć magiczny środek pracy :)

Na działece dla mnie na razie niewiele pracy zatem jest szansa na zwiększenie tempa pracy !

-------------------------

Update techniczny: wyszywam na lnie w kolorze naturalnym (Raw Linen, 32ct Zweigart) i muliną DMC 3865. Cały czas jestem zadowolona z takiego zestawienia :)

-------------------------

Drugi update: znalazłam inne wykonanie tego samego samplera TUTAJ. Żałuję że sama nie jestem aż tak kreatywna i nie wymyśliłam że tak też można - pomysł z koralikami i wykonanie mnie powaliły!

Może dla kogoś będzie inspiracją :)

O autorze
Zakładki:
Krzyżykowe blogi obcojęzyczne
Krzyżykowe blogi polskie
Needlepoint
Nieco inne miejsca
Podręczne sznurki & kursy
Projektanci
Smakowe linki
Szablony
Zabawy grupowe
Zakupy