taka jaką jestem: wyszywająca, pracująca, z kremem 30+, ale bez kompleksów ...zresztą nie wiem czy cała - zidentyfikować jest się trudno. Jak to z Kobitami.
poniedziałek, 13 lipca 2009


No i co ja mam napisać ponad to co już Kankanka opisała? Aniu, uprzedziłaś mnie :)!

Zmawiałyśmy się na to spotkanie już od lutego, a w lipcu udało się doprecyzować szczegóły: miejsce i czas spotkania.

Nawet nie wiem kiedy zleciał ten czas: przegadałyśmy ....5 godzin! I gdyby nie moje obowiązki które wynikały z faktu bycia kandydatką na Matkę Chrzestną, dalej pewnie klepałybyśmy dziobami na tysiąc tematów posiadując sobie w Tutti Frutti. Jedyne co nam przerwało pogawędkę to zwykłe pragnienie: pić! Jeść! Desery orz kawka pomogły.

Ania jest niesamowicie dynamiczną i roześmianą osobą – poprostu chodzącą bombą energetyczną! Cudowne jest spotkać osobę o takim stosunku do życia w realu! Od ręki podnosi się człowiekowi poziom zadowolenia i nastawienie do życia przypomina o sobie w pozytywnej skali!

Przez dwa dni klepałam swojemu Panu o naszym spotkaniu co chwila przywołuąc naszą radosną i toczacą się własnym życiem pogawędkę.

Powtórzę to co już napisała Ania: niesamowite jest to że spotkania osób z sieci w realu okazują się być własnie takimi pokrewnymi duszami: oosbami niezwykle wyrazistymi, ciekawymi, dynamicznymi, po prostu pozytywnymi! Trzeba brać życie za rogi i do przodu, bo szkoda każdego dnia – tak prosta i oczywista prawda nie zawsze jest łatwa do wdrożenia w życie, a jednak los pozwala mi spotykać na swojej drodze ludzi, którzy wiedzą co znaczy nie załamywać się, nie zatrzymywać i przeć jak lokomotywa do celu.

Aniu, dziękuję Ci serdecznie za spotkanie i mam nadzieję, że pomimo dzielącej nas odległości uda nam się powtórzyć ‘deserowanie’ :)

Pani Agato, dziękuję za uściski - Ania pamięta wszystko i przekazała mi to niespodziewane pozdrowienie. Życzę udanych lauroperinowych  i koperkowych wakacji!



P.S.1 Teraz zdałam sobie sprawę z tego że nawet zdjęcia sobie nie pstryknęłyśmy i nie została uwieczniona Twoja piękna torba w użyciu... No nic: co się odwlecze to nie uciecze :)

P.S.2 W tym wpisie mam same WYKRZYKNIKI. Ciekawe dlaczego? ;P



piątek, 03 lipca 2009

Coś mnie podkusiło wyekshibicjonizować się, czyli obnażyć przed światem. Pomyślałam że przecież zaglądają tu po raz pierwszy osoby z którymi nie znam się z moich poprzednich miejsc zamieszkania /kaan, multiply, osobiste życie prywatne../ I to wcale nie jest tak że zrobiłam w życiu tylko tyle ile tu, na tym blogu pokazuję. I wydumłam po ponad pół roku blogowania się że chciałabym opowiedzieć Wam jak  to drzewiej bywało. I jak było ze mną.

Może to nikogo nie obejdzie, a może wręcz przeciwnie: i też przeczytam na czymś blogo o tym co spowodowało ze robimy to co robimy i co sprawia że się rozwijamy i pędzimy do przodu. To co widać na bloxie jest wypadkową wszystkich poprzednich doznań i doświadczeń.

Narodziny

Jakoś tak około 12-13 roku życia, czyli tak dawno że najstarsi ludzie nie pamiętają. Ja pamiętam że w Przyjaciółce czasami były przedruki z niemieckiej Burdy do powyszywania. Miałam takie rzczy w domu bo moja Mama kupowała gazetkę jako zapalona drutomaniaczka.

Tak więc dzieckiem będąc wzięłam do rąk coś: choć nie wiem czy najpierw było szydełko, igła czy druty.

Wielofunkcyjna do dziś jestem, jednak 90% czasu pochłaniają aktywności igłowe. Szydełko, czółenko - umiem, mam  satysfakcję z tego że znam i potrafię trzymać - ale nie ćwiczę i nie rozwijam się w tych obszarach.

Nie drutuję również - ostatnie dzieło to para skarpet zrobionych w podstawówce na zajęciach praktyczno-technicznych. Skarpety zdrłam doszczętnie na obozach wędrownych.

Po Przyjaciółce było w 1997 roku pierwsze polskie wydanie miesięcznika Anna. Moja Mama przyniosła mi pierwszy numer. Zaprenumerowałam i tęsknie wpatrywałam się w piękne zdjecia i wzory zastanawiając się na czym by tu wyszywać takie cuda? Już na wzorach z Przyjaciółki przetestowałam że ściereczki kuchenne Mamy nie nadawały się do tego celu gdyż nie miały równego splotu i kilka obrazków wyszło mi.... prostokątnych zamiast kwadratowych.....


Skok cywilizacyjny = świadomość we mnie rośnie I

Jakimś cudem, nie wiem skąd, w środku lata 2002 roku dowiedziałam się że w Łodzi odbywa się II Ogólnopolska Wystawa Haftu Krzyżykowego Amatorów. Wsiadłam w pociąg i pojechałam. Było luźno, nie tak jak w dniu otwarcia. Cały dzień w koszmarnym upale chodziłam po wystawie: oglądałam, zawracałam, znowu oglądałam, analizowałam, podatrywałam. A przede wszystkim nie mogłam uwierzyć że TYLE osób robi to co JA. I gdzie Oni wszyscy się podziewają? I ileż musi być środowisk wyszywających aby zorganizować tak wielką wystawę o wymiarze ogólnopolskim! I zgromadzić tyle prac!

To był dla mnie szok. Wyszłam z tej wystawy jak pijany zając w kompletnej euforii i tak szerokim uśmiechem że gdyby nie uszy, byłby dookoła głowy. Szłam Piotrkowską do Dworca Fabryczna głupio się uśmiechając.... Wyszłam z silnym postanowiem że w następnej wystawie wezmę udział:  zgłoszę swoją pracę. Jakoś w ogóle nie brałam pod uwagę że moją pracę ktoś odrzuci na etapie oceny....  Wyszłam również z pustym portfelem, gdyż po raz pierwszy w sklepiku przy wystawie zobaczyłam na własne oczy taką ilość dobra xxx że całe stypendium studenckie przepuściłam na zestawy i materiały.

Niezwykle istotne było dla mnie również to że znalazłam punkt odniesienia i mogłam wreszcie zaszeregować poziom swoich prac.

Rok wcześniej w wakacje kupiłam na Węgrzech swoje pierwsze krosno. Niedoskonałe, ale wreszcie wygodniejsze niż tamborek.


Era komutera I: Kaan

Tam zaczynałam w już ukształtowanej grupie fascynatów.

Tam zakupiłam swoje drugie krosno.

Tam dowiedziałam się że gotowanie skończonej pracy jej nie zaszkodzi.

To forum pozwoliło mi poznać całą masę osób do tej pory w sieci tworzą swoje własne "ogórdeczki" i z którymi utrzymuje się wirtualne znajomości.

Tu zrealizowałam to o czym tak przestrzegają zupełnie niesłusznie wszystkie poradniki: materializacja wirtualnej znajomości. I wypiłyśmy z Niesią i Reniferem  nie jedną kawę i piwko w realu :)


Era komputera II: Multiply

Internetowo JA urodziłam się na multiply. Mój pierwszy profil, pierwsze albumy z pracami. Na multiply poznałam Abulinkę i Monilew i Qubaskę i wiele, wiele innych wspaniałych osób.

Wszystko co będzie po multiply jest pochodną mnie. Również ten blog. Piszę to zdając sobie sprawę z tego jak krzywdzące są to słowa: wiem że są osoby które zapoznałam dopiero tutaj. Jednakże emocje są jeszcze przy multiply...


Skok cywilizacyjny = świadomość we mnie rośnie II

Tak jak sobie obiecałam tak zrobiłam: wysłałam swoje prace na wystawę do Łodzi. Prace zostały zaklasyfikowane i zaprezentowana podczas III Ogólnopolskiej Wystawy Haftu Krzyżykowego Amatorów (2005)

Posłałam wazon kwiatów Anchora i pierwszego Powellka :)

"The Harvest" autorstwa Trishy Hardvick:

Anchor - The Harvest - Trisha Hardvick, EPX142

Minicottage I - M.Powell:

Minicottage I - M.Powell


Do dziś jestem dumna z wazonu - mnóstwo ściegów zrobiłam tam po raz pierwszy: pierwsze backstitche, pierwsze pół krzyżyki wyszywane pojedynczą i podwójną nitką. Pierwszy raz wyszywanie na aidzie 16ct. Pierwszy raz wg tak skomplikowanego schematu ....

Pierwszy Powellek - mój ulubiony projektant. Potem zrobiłam jeszcze masę zaprojektowanych przez Niego prac. Ale nie jestem bezkrytyczna: nie wszystkie mi się podobają. Na pierwszym i kolejnych Powellkach rośnie warsztat: można doskonalić backstitche, wzór wymaga łączenia kolorów, ja zaparłam się że lepiej wygląda linia backstitchy gdy białe wnętrze gwaizdki nie wyłazi poza jej kontur i w kolejnych pracach wprowadziłam na masową niemal skalę ćwierć i 3/4 krzyżyki. Co przy projektach Powella i znaczeniu konturu oznacza niemal samobójstwo... Ale satysfakcja! Cóż za radość z efektu :)

Na IV Ogólnopolską Wystawę Haftu Krzyżykowego Amatorów w 2008 pojechałam z całą uliczką Powellków:


M.Powell - Handmade houses of Provence


A TU można przeczytać o szczegółach z wystawy.


Skok cywilizacyjny = świadomość we mnie rośnie dzień za dniem

Nie wiem co wyślę na kolejną wystawę - nie myślę o tym. Nie wiem nawet kiedy będzie. Może sampler na lnie? Niestety nie jest technicznie tak zaawansowany jak Powellki. A może wróżki? Te już były nieco bardziej wymagające.

W ciagu tego roku dokonał się we mnie kolejny postęp: dostrzegłam niuanse materiałów użytych do prac, nici, wagi dodatków: metalizowanych nici, koralików, kolorów tkanin.... Inspirują mnie fantastyczne towarzyszki z sieci spotykane wirtualnie jak i całkiem realnie. Podkręcają wymagania, pchają do walki o piękniejsze jutro, kuszą nowymi wzwaniami.


Jeszcze nie teraz, ale nadejdzie w moim życiu era needlepointa.


MOJE UDOKUMENTOWANE PRACE



14:59, aploch1205 , O mnie
Link Komentarze (8) »
środa, 01 lipca 2009


Wstawiam zapowiedziane zdjęcie samplera. Jak rozłożyłam pracę do prasowania to okazało się że jest większy od mojej poduszki !

Cieszę się że doszłam już do górnej belki i złapałam całkowity wymiar pracy. Dzisiaj zamierzam obciąć nadmiar materiału który został na górze. Mam nawet tajny plan związany z wykorzystaniem pięknej urody lnu ;)

Long Dog Sampler - Paradigm Lost (3)

Największy z elementów /nazywam go "koronkowym"/ ma wysokość=szerokość około 16 cm. Skończyłam go w niedzielę oglądając o sztańskiej porze nadany musical "Skrzpek na dachu". Kto wymyślił aby tak piękne produkcje rozpoczynać o 00:30 ???? To nie jest normalne ....

Long Dog Sampler - Paradigm Lost (3)


Long Dog Sampler - Paradigm Lost (3)


Wykończenie powyższego motywu tworzą wykonane backstitchami, jedną nitką maleńkie elementy, kwardaciki, przyczepione na rogach każdego z 8 kwadratowych motywów, w ich wewnętrznych rogach i centralnie, w każdym z kwadratów. Te elementy są słabo widoczne i trzeba się mocno dopatrzeć aby je zobaczyć, ale ładnie zagęszczają motyw i nadają mu lekkości.

Bardzo podobają mi się również detale: mały ślimaczek i konik morski zacumowane na brzegu kanwy:

Long Dog Sampler - Paradigm Lost (3)


Long Dog Sampler - Paradigm Lost (3)


Wieczorem siadam do wyszywania motywów na samym dole - chcę przekroczyć magiczny środek pracy :)

Na działece dla mnie na razie niewiele pracy zatem jest szansa na zwiększenie tempa pracy !

-------------------------

Update techniczny: wyszywam na lnie w kolorze naturalnym (Raw Linen, 32ct Zweigart) i muliną DMC 3865. Cały czas jestem zadowolona z takiego zestawienia :)

-------------------------

Drugi update: znalazłam inne wykonanie tego samego samplera TUTAJ. Żałuję że sama nie jestem aż tak kreatywna i nie wymyśliłam że tak też można - pomysł z koralikami i wykonanie mnie powaliły!

Może dla kogoś będzie inspiracją :)

wtorek, 30 czerwca 2009

Ależ się zaniedbałam ..... strasznie długo mnie nie było z moim pięknej urody samplerem ;) Dopiero ostatni tydzień i wczorajszy dzień umożliwiły mi przyspieszenie prac.

Bardzo długo zeszło mi nad największym do tej pory elementem: tym znajdującym się bezpośrednio pod literkami STU. Jednak z efektu jestem bardzo zadowolona: jest koronkowy :)

Teraz jestem na etapie wyszywania literek i ramki, zwłaszcza narożnika. Dlaczego wyszywam tak bardzo w górę? Zależy mi na tym aby jak najszybciej wyznaczyć sobie górny brzeg pracy i odciąć nadmiar materiału, którego szacuję że mam na górze około 0,5m2 i nie ukrywam że dzięki temu robótka jest nieco ciężka i niewygodna.

Dlaczego nie odliczyłam materiału wg schematu? Wyszywam na lnie a każdy krzyżyk to dwie nitki materiału. Liczę każdy krzyżyk na bieżąco co powoduje że nawet odliczenie odległości 10-20 krzyżyków stanowi dla mnie potencjalne źródło błędu. Cóż dopiero mówić o odliczaniu 365 krzyżyków czyli ponad 700 nitek.... Prawdopodobieństwo pomylenia się MAKSYMALNE. Stąd wzięłam się na cierpliwe wyszywanie, aż schemat sam pokaże mi górną granicę.

Teraz wrócę na dół i będę wyszywała sobie spokojnie nie wiem jeszcze w którym kierunku. Postanowiłam sobie zrobić makietę progresu prac i tak na oko wydaje mi się że mam około 1/3 pracy :)



Long Dog Sampler - Paradigm Lost (3)


Myślę że najdalej jutro uda mi się wstawić zdjęcie pracy - na razie komputer zostaje w biurze a ja odnawiam znajomości, więc odlecę w towarzyski świat :)



poniedziałek, 29 czerwca 2009


Zagospodarowanie terenu wokół domu wcale nie jest łatwym zadaniem. Zwłaszcza jak ma się Mamę, z wykształcenia, czynnie i zamiłowania grzebiącą w ziemi (Technikum Ogrodnicze...)  i dodatkowo posiadającej ostry syndrom nadpobudliwości ruchowej /nie może 10 minut usiedzieć w miejscu bezczynnie/ ;)

Mamie już od roku zwoje pracują na najwyższych obrotach. Przestudiowała chyba cały internet, a teraz wzięła się do pracy.

Kamienne schodki dzieła Jej i Mamy Siostry już Wam pokazywałam TUTAJ. Teraz pokazuję skarpę. Jeden z elementów naszego przyszłego ogrodu.


Skarpa



Jak ogród będzie wyglądał finalnie? NIE MAM ZIELONEGO POJĘCIA. Do zagospodarowania mamy niemal 1000 metrów działki. W tej chwili uczymy się i obserwujemy tego jak działka wygląda. Bierzemy pod uwagę mnóstwo czynników:

- oryginalną, naturalną roślinność,

- kwaśność i przepuszczalnosć gleby,

- sprawdzamy CO rośnie u Sąsiadów najbliższych ;)

- obserwujemy nasłonecznienie i zacienienie

- ukształtowanie terenu

- ustalamy szlaki komunikacyjne (gdzie wygodnie będzie parkować samochód, gdzie i po których ścieżkach nogi nas same noszą, którędy omijamy drzewa, które nierówności terenu lubimy itd....)

- przyjmujemy pewne założenia .....


Charakterystyka działki jest następujaca:

- teren zróżnicowany wysokosciowo: na działce jest jeden wielki spadek,który daje nam różnicę poziomów około 2 metrów, na długości 30 metrów

- teren suchy + obrzeże lasu liściastego + dąbrowa (około 35-40% powierzchni działki)

- gleby bardzo przepuszczalne (piachy), kwaśne


Ja bym chciała żeby na działce było "dziko":

- żadnego dowożenia gleby,

- żadnego zasilnia,

- żadnego KOSZENIA TRAWY

- żadnego niwelowania nierówności terenu przez nawiezienie miliarda ton ziemi !

- najlepiej rośliny rosnące naturalnie w naszym środowisku

.... się zobaczy ....

W tej chwili najbardziej NATURALNIE wygląda ingerencja w lesie, po posadzeniu parzydła leśnego. Marzyło mi się mieć je kiedyś. I wreszcie mamy miejsce w którym ta roślinka powinna dobrze rosnąć. Zdecydowałyśmy się posadzić je nieopodal paproci, wychodząc z założenia że te rośliny gustują w zbliżonych warunkach glebowo/słoneczno/wilgotnych.

Parzydło leśne - Aruncus sylvestris


Wszystkie szczytne założenia ja sama pierwsza wyrzuciłam do kosza sadzając ....azalie na poniższym skrawku ziemi. Technicznie rabata opisana jest w notce na zdjęciu. Tak naprawdę naturalne jest to że azalie są bardzo kwaśnolubne a nasze piaseczki są IDEALNIE kwaśne: 4pH po deszczu. Powinno się tym kwaśniakom dobrze rosnąć i nie będziemy chyba musieli specjalnie dbać o zakwaszanie gleby. Również pirisy są roślinami z typu kwaśniaków. Powinno być im dobrze u NAS :)


Zastanawia mnie natomiast dobry stan goździków. Dostałam w jakimś centrum ogrodniczym jako GRATIS doniczuszkę. Mamie żal się zrobiło tych różowych drobiazgów, to je wsadziła. I co? Po dwóch tygodniach szaleńczo kwitły! No to Mama przywiozła jeszcze całą wytłoczkę i teraz mamy grupkę goździkową - ten róż widać na pierwszym planie....


Rabata


Widzicie - same piachy dookoła. Nie poszalejemy z trawą boiskową, ale też wcale jej mi nie brakuje.Z rabatami na razie się będziemy wstrzymywać - najpierw musimy skończyć budowę.


Na pierwszy plan wysuwa się walka z perzem: musimy zlikwidować połacie szerzące się na dole, przy wjeździe.Dopiero może wtedy, po wytrzebieniu chwastów, zdecydujemy się na lekką trawę, typu kostrzewy na lekkie i przepuszczalne gleby, w pełnym nasłonecznieniu.

Teraz pozostaje nam rozkoszować się naturą w postaci przecudnej urody koźlaków znalezionych na naszej  hacjendzie 19.06.2009 w dąbrowie:


leśne złoto - koźlaki


W przyszłym tygodniu zrobię zdjęcia łanowi naturalnych leśnych poziomek: zadomowiły się pod dębami, na skraju lasu i rozprzestrzeniły na powierzchni około 7m2.



15:24, aploch1205 , Ogród
Link Komentarze (3) »

W skrócie domyślacie się co było przyczyną kompletnej ciszy: domek :) Codziennie wracałam z pracy z silnym postanowieniem zabrania się za robótkę, a rzeczywistość mnie przerosła. Od dwóch tygodni po pracy nie robiłam nic innego jak szukałam kominka, pasującej do niego podłogi, terakoty na fragment tarasu, znowu kominka, wkładu kominkowego ..... Sklepy budowlane w Warszawie znam już na pamięć. W końcu udało się dokonać odbioru 50m2 płytek na parter + 8 m2 na taras. Waga samych tylko płytek salonowych przekracza 800 kg i przewożenie ich na działkę zostało podzielone na 4 części - szkoda nam było szarpać nasze samochody osobowe większym obciążeniem, tym bardziej że dokładaliśmy też innych 'towarów'.

Najważniejsze że te dekoracyjne sprawy mamy już za sobą - teraz pozostaje kupić wybrany model kominka i obudowy.

W tzw między czasie okazało się że jednak okno w łazience wyszło.... okropnie. Jest nieakceptowalne. Znowu objechalismy wszystkie sklepy w okolicy mając nadzieję że uda się zakupić z magazynu, od ręki okno o większych rozmiarach. Niestety w dostępnych miejscach na stanie były okna o wymaganych wymiarach ale tylko w najpopularniejszym kolorze "złoty dąb". A my mamy "orzech".  Postanowiliśmy zatem że weźmiemy na siebie gromy Pana Szefa i wstrzymamy się z wykańczaniem ściany z łazienką - musimy poczekać z operacją do czasu przyjazdu nowego okna, które z fabryki dojedzie dopiero za dwa tygodnie. Zamówiliśmy je w ubiegłym tygodniu.

Niemniej po maratonie sklepowym robiła się 20-21 i po ogarnięciu się w domu na robótkę zostawało strasznie mało czasu.

Budujemy nowy dom - Biedronka

Mamy zakończone pewne etapy:

- położony dach (włącznie z pięknym włazem)

- wymurowany komin z cegły klinkierowej - cudnej urody /wariatka jestem, ale ten komin na serio, serio bardzo mi sie podoba.../

- położoną instalację elektryczną,

- postawioną ściankę działową na piętrze /mamy już dwa pokoje/ :)

- zrobioną podbitkę w dwóch pokojach

- ocieplone i przygotowane do szalowania dwie ściany

- instalację kablową dla instalacji alarmowej


A ponizej załączam zdjęcie naszych uroczych towarzyszek - w chwilach przerwy umilają nam życie swoimi szaleństwami. Najczęściej szaleją naraz aż trzy sztuki :)


Wiewiórki na Grabinie

12:21, aploch1205 , Budowanie
Link Komentarze (1) »
sobota, 20 czerwca 2009

Poniższy post zaistniał na moje pierwszej stronie, multiply 3.11.2008. Ponieważ jednak bardzo lubię tę historię postanowiłam pokazać ją róznież tutaj.

Wkrótce też przygotuję kolejne wpisy o mojej wyprawie do Meksyku (październik 2008) i emocjach jakie mi towarzyszyły w  różnych chwilach.


---------------------------------

Nie będę dziś pisała o samej wyprawie o Meksyku: zbyt długo by to trwało, zbyt wiele słów wymagałyby opisy a tego nikt zainteresowany by nie przeżył

Powiem zatem najkrócej jak mogę, co nie jest proste, bo nie potrafię jeszcze spojrzeć z dystansu na cały wyjazd… Były to wspaniałe trzy tygodnie podróży po kolorowym, ciekawym, zróżnicowanym kraju. Była to wyprawa po kulturze ostatnich około 3 tysięcy lat, od oceanu do morza, przez góry, miasta i wsie.

Chciałabym jednak w pierwszej kolejności napisać o innym aspekcie mojej wyprawy. Tym który jest nierozłącznie powiązany z moimi zainteresowaniami. Oto opowieść pierwsza:.

Gdzieś w środku Meksyku, w środku najbiedniejszego ze wszystkich 31 stanów Meksyku, Chiapas, jest małe, senne miasteczko.

Wracaliśmy właśnie z wyprawy po kanionie Sumierdo, którego wysokość dochodzi nawet do 1300 metrów nad poziom rzeki Grijalva i zatrzymaliśmy się na czas wolny w najbliższym miasteczku, w Chiapa de Corzo. Cóż było robić: standardowa, rutynowa rundka po zocalo i umiejscowionych pod arkadami sklepikach w nadziei upolowania jakiejś ekstra pamiątki z podróży. Nic z tego. Zresztą jak zwykle: w każdym sklepie to samo…. Ale, ale…. Przemykając po nudnawych sklepikach mojemu Panu wpadł w oko szyld, który przy naszej żadnej znajomości hiszpańskiego wskazywał że trafiliśmy na szkołę rękodzieła. Szyld wisiał nad bramą, w której tle widać było już ogromne patio, ocienione arkadami i zielenią. Pod arkadami siedziały przy stolikach kobiety i coś tam dłubały.

Meksykańske Kółko Gospodyń Dłubiących


Mieliśmy pewne opory, w końcu zdecydowana postawa mojego Pana,  jeden Jego krok, pociągnął mnie za sobą i byliśmy w bramie, potem jakaś miejscowa kobieta zaczęła nas zachęcać do wejścia. I tak trafiłam na kółko kobiet które…wyszywały !

Już myślałam że sobie tylko popatrzę, bo skąd mogłabym pogadać po hiszpańsku... Okazało się jednak że była tam Ariana, która doskonale znała angielski. Uczyła się właśnie wyszywać krzyżykiem. Będziemy w kontakcie: wymieniłyśmy się adresami. Ariane może pomóc w zdobyciu tradycyjnych strojów indiańskich, o których tu jeszcze napiszę w swoim czasie. Poniżej prezentuję zdjęcia z przemiłego i nieoczekiwanego spotkania.

Ariana znajduje się na pierwszym planie poniższego zdjęcia po prawej.



Kółko Meksykańskich GOspodyń Dłubiących

P.S. Dowiedziałam się że pasmanteria po hiszpańsku to merceria a naparstek to dedal

środa, 10 czerwca 2009

A tutaj przedstawiam kolejny update budowy. Tym razem z daty 6.06.2009.


Biedronka - Aploch



Domek Biedronka

Na dzień dzisiejszy mamy:

- dokończony komin z cegły klinkierowej,

- dokończony drugi szczyt domu (szalówka)

- ocieplony dach

- przywiezioną blachę na dach

- rozpoczęte wybijanie płytą gipsową w środku w domu.

Ach – już mnie nie było 10 dni na budowie.....

15:34, aploch1205 , Budowanie
Link Komentarze (3) »
czwartek, 04 czerwca 2009

A ja Gapa, dopiero dziś dopatrzyłam się żę zostałam zaproszona do zabawy przez Lilę!!

Naprawiam szybko niedopatrzenie i odpisuję.

Wynurzenia nie są moją mocną stroną. Ponadto deklaracje smaku czy preferencje programowe zmieniają się dość często, nie mniej spróbuję się wypowiedzieć. Chyba bardziej mi nawet pasuje takie wywołanie do tablicy niż samodzielny ekshibicjonizm.

4 miejsca, w których mieszkałam:

domek, mieszkanie w bloku

4 miejsca do których lubię wracać:

dom, Grabina, Wrocław, góry /Tatry, Bieszczady, Beskidy.../

4 ulubione potrawy:

zupa pomidorowa, buraczki zasmażane, kluchy różnego gatunku, schabowy, jajecznica

4 potrawy, których nie znoszę:

cukier /co nie przeszkadza wciągać słodyczy/, zupa pomidorowa i buraczki zasmażane inne niż moje i mojej Mamy ;) , kapusta czerwona parzona/gotowana

4 pasje, hobby:

haft krzyżykowy/szydełko/drutowanie i inne robótki ręczne, podróże, narty, wspinaczka /jestem początkująca.../

4 miejsca, które zwiedziłabym, gdybym miała taką możliwość:

Australia/Nowa Zelandia, Brazylia, Portugalia, Tajlandia, wiele, wiele innych

4 seriale, programy, które lubię:

1. Fakty

2. Galileo,

3. Uwaga Pirat,

4. Na Wspólnej, Na dobre i na złe, na M jak Miłość, na telenowele brazylijsko-kolumbijsko-meksykańsko-ekwadroskie.... inne zupełnie bezprzedmiotowe tasiemce, których można słuchać i podczas których można wyszywać :-)

4 miejsca pracy:

1. gospodarstwo ogrodnicze Rodziców,

2. sklep /stoisko z warzywami/,

3. salon sprzedaży drzwi,

4. a teraz to już tylko kolejne, obrzydliwe, kapitalistyczne korporacje....

4 rzeczy, które chciałabym zrobić, przeżyć:

1. wejść na Kilimandżaro,

2. zbudować swój własny, przytulny domek z kominkiem,

3. wyszyć wszystkie schematy które mam w szafie, w których się zakochałam/zakocham i które zostaną wyprodukowane,

4. zrobić obrus frywolitkowy wg projektu pewnego Pana /którego nazwisko pominę/, ale projekt jest PIĘKNY....

4 ulubione filmy:

Władca Pierścieni, Adwokat Diabła, Matriksy, polskie starocie

4 rzeczy, które robię po wejściu na internet:

sprawdzam pocztę, multiply, blog Lilki i Abulinki

To by było na tyle - teraz zapraszam do zabawy 4 kolejne osoby:

Abulinka, Grapska, Monilew, Basia

16:28, aploch1205 , O mnie
Link Komentarze (3) »
piątek, 29 maja 2009

W pracy wzięłam krótki urlop przed zakończeniem kariery (od 1 czerwca zmieniam pracę J), wykorzystuję go więc na nadrabianie zaległości. Wyszyłam dwie myszki kalendarzowe: Ogrodniczkę i Kwiatkową w naszej zabawie.

Ale skorzystałam też z wolnych dni i nieco czasu spędziłam na działce. Od ubiegłego tygodnia postęp prac jest bardzo widoczny!

Została postawiona konstrukcja dachu: w czwartek mieliśmy wiechę i coś do tego ;)

Wiecha

Następnym krokiem było nabicie desek, uszczelnienie papą i nabicie kontrłat. Mamy już zakończony ten etap  J Mamy wyciągnięty komin aż do dachu i widać już gdzie będzie kominek – bardzo mnie to cieszy.

Kominek

Ponadto zrobiłam sobie spacerek wokół posesji i wchodząc na niezagospodarowaną działkę Sąsiada z góry zobaczyłam taki widok. Przyznam szczerze, że zauroczył mnie /ach ta skromność…./

Z działki sąsiada

Ale największą niespodzianką było to co zastałam po weekendzie, podczas którego na działce były moja Mama i Ciocia. Na jednej ze skarp wyrosły piękne, kamienno, drewniane schodki! Dziewczyny włożyły w nie mnóstwo serca i czasu: Mama walczyła z drewnem i łopatą, a Ciocia układała kamyczki.

Kamienne schodki

Dziękuję Wam !

W najbliższy weekend znowu jadę na działkę i już się doczekać nie mogę J

Tak będzie wyglądał widok z tarasu na las.....

Widok z tarasu


09:14, aploch1205 , Budowanie
Link Komentarze (6) »
wtorek, 19 maja 2009

Jestem bardzo, bardzo szczęśliwa.

Niesamowite jest ja niewiele potrzeba człowiekowi do szczęścia. A wręcz jak bardzo można odpłynąć od codziennych wygód i nadal być szczęśliwym! Kiedyś, na multiply, pisałam już o tym że jest mi "po drodze" do Grabiny, pod Płockiem.

Na działce pod lasem spędziłam ostatni weekend: bez wygód, bez ogrzewania i przy 10 stopniach w nocy. Spod kołderki wyskakiwałam od razu w spodniach. W grę wchodziło tylko mycie zębów. Na szczęście abyśmy nie wystraszyli wiewiórek zapachami własnymi, Koleżanka Monika i KM udostępnili nam progi swej łazienki z cieplutką wodą J Moni, dziękuję ! :*

W piątek zaraz po pracy zabraliśmy się pędem na działkę: gumiaczki, różaneczniki, kwasomierz, w głowie wiedza wyczytana na forach ogrodniczych oraz dużo ciepłych ciuszków i nastawienie na ciężkie warunki na miejscu. Padliśmy wieczorem jak kawki. A w sobotę rano…brrrrr… ziąb ścina z nóg. Nawet herbatka nie bardzo pomagała. Na szczęście rozgrzaliśmy się mocniej biegając od składu budowlanego do bankomatu i z powrotem. Dostawa już dojechała, jak nam doniesiono z budowy J

Potem zamówiliśmy okna. Już za trzy tygodnie będą gotowe do oprawiania! Zaraz po tych radosnych zakupach….. zaczął kropić deszcz. I tak zostało już do wieczora: w różnym natężeniu i intensywnością. Nawet grilla z Moni i KM zrobiliśmy pod dachem namiotu…. Na szczęście niedziela była piękna!

Od samego rana uzbrojona w szpadel, łopatę, ziemie i inne mieszanki udałam się ….. w kierunku karczowania karp po osikach. Jakoś nas tak wzięło, że najpierw zaczęliśmy oczyszczać teren po drzewkach: nakopaliśmy się, narwaliśmy korzeni, a po tym kilkugodzinnym kopaniu mieliśmy serdeczne dość. Tymczasem jeszcze nadal moje piękne azalie nie były posadzone….Wykopałam dołki, zmieszałam 150 litrów ziemi i 80 litrów torfu.

Posadziłam piękne moje azalki: białą, pomarańczową (Glowing Embers) i czerwoną (Fireball).Prezentują się jak na obrazku.

azalie azalia

A w tle… nasz domek J co ja będę długo opisywać: piękny jest i jest własny: będzie miał salon, kuchnię, łazienkę i sypialnie na pięterku. I taras….ogromny, w stronę lasu !!! Na razie z samego docelowego projektu jest tylko konstrukcja J

dom 1

a docelowo jedziemy w kierunku poniższego zdjęcia:

Biedronka

00:18, aploch1205 , Budowanie
Link Komentarze (9) »
niedziela, 03 maja 2009

Oczywiście pierwszy raz wypiekowy.

Naczytałam się blogu Dorotus. Naczytałam innych i zarzekłam że dziś zrobię bułeczki maślane z rodzynkami wg przepisu opublikowanego na Jej blogu. Tak też zrobiłam. Zopatrzywszy się dni kilka temu w składniki, dziś przystąpiłam do wypieku: wrzuciłam wszystko do miseczki, myk, myk zmiksowałam – ciasto zrobiło się prima sort ! Odchodziło od ścianek jak złoto. Wrzuciłam namoczone rodzynki (ale połowę mniej niż zalecała Dorotus) i potem szybko do piekarnika!

Po około 13 minutach wyjęłam pachnące, brązowiutkie, puchate bułeczki. Pachnie jeszcze do tej pory w całym mieszkaniu!

 

Bułeczki ostygły (ale tylko trochę, bo mój małżowinek przebierał koło nich nogami jak jeszcze były w piekarniku!) posmarowały się masełkiem i powidłami śliwkowymi….. poezja smaku: słodziutkie, pachnące, rodzynkowo-maślane…. Mniam!

A chyba najważniejsze : bajecznie proste w wykonaniu!

Oto przepis:

  • 2 szklanki mleka
  • 150 g masła
  • 0,5-0,75 szklanki cukru
  • ½ łyżeczki soli
  • 50gr drożdży świeżych
  • około - nieco mniej niż 1 kg mąki (ja użyłam mąki puszystej luksusowej, typ 550)
  • paczka rodzynek
Do smarowania bułeczek:
  • Jajko roztrzepane

Po kolei: W garnuszku:

  • rozpuściłam masło,
  • dodałam 1,5 szklanki mleka,
  • sól i cukier.

W pozostałej 0,5 szklanki mleka (temperatura pokojowa) rozpuściłam drożdże i nieco cukru. Koniec.

Na około 80-90 g mąki wylałam całe płyny i wyrobiłam mikserem na najniższych obrotach, dosypałam jeszcze nieco mąki – ciasto zaczęło natychmiast pięknie odchodzić od plastikowej miseczki.

Zostawiłam do wyrośnięcia na 40 minut – ciasto podwoiło, jak nie potroiło swoją objętość.

Wymieszałam z rodzynkami i takiego puchatego ciasta ukleiłam 18 kuleczek.

Ułożyłam na blasze i zostawiłam do wyrośnięcia na 30 minut.

Wypiekałam około 13-15 minut w piekarniku rozgrzanym do 220o C, góra & dół na środkowej półce.

Cały czas realizacji to:

15 minut przygotowanie+wyrabiania

40 minut oczekiwania

10 minut wyrobienie z rodzynkami + formowanie kuleczek

30 minut oczekiwania

15 minut pieczenie

Razem: 110 minut à ok. 2h

A bułeczki wyglądają tak /u Dorotus na blogu są ładniejsze zdjęcia, ale to poniżej jest moje własne/ i jestem z nich BAAARDZO dumna :)

Bułeczki maślane

 

 

11:19, aploch1205 , Smakowe
Link Komentarze (4) »
niedziela, 26 kwietnia 2009

Nadejszła wiekopomna chwila – kończyłam wróżki!!!! Postanowiłam się dziś nie ruszyć nigdzie dopóki nie skończę drobiazgów i udało się! A słońce za oknem bardzo, bardzo kusiło i nie ułatwiało pracy ….

Teraz pozostaje zdjąć obrazek z krosna, wyprać i hej!!!! Do oprawców J Ostatecznie Wróżki prezentują się oczywiście przepięknie ;)

DMC Fairy Garden DMC The fairy Garden - Koniec DMC The fairy Garden - koniec DMC The fairy Garden - koniec

Teraz wielkimi krokami nadszedł czas na sampler - muszę go popędzić bo w końcu wszystkie Dziewczynki skończą i tylko ja będę kwitła  z moją ogromną pracę :o

wtorek, 21 kwietnia 2009

Przez Święta niewiele zrobiłam, tylko kilka xxx, a ostatni weekend też był niełaskawy dla wyszywania.

W sobotę walczyłam na działce z dzikimi krzaczorami, gałęziami i paliłam ognisko. W czwartek wylewamy płytę przykrywającą fundamenty J

Za to w niedzielę całkowicie odpuściłam: od rana zawzięłam się za opóźnione myszy w naszej zabawie Round Robin. Powinnam skończyć je do 30 marca. Zatem mam 3 tygodnie opóźnienia :( Najważniejsze, że są skończone!

Myszki 04 - Round Robin

W sprawie wróżek…. Bardzo Wam dziękuję za wszystkie miłe komentarze. I dziękuję za konstruktywne opinie J Oglądałam już mnóstwo koralików, włącznie z tymi wyprodukowanymi przez Gutermana.

I niestety efekty /rozmiary innych koralików/ są zbliżone do oryginalnie dołączonych do zestawu. Gdy trzymam w ręku tylko oryginały wydają się „wielgachne”. Tak jak na pracy. Tymczasem gdy przykładam inne, wcale nie są mniejsze. Inne koraliki mają tylko inny kształt, bardziej walcowaty. Poza tym wszystkim, że nie pasowały mi wielkości innych koralików to i kolory znalezione nie były zbieżne nawet z oryginalnym kolorem.

Po trzecie. I chyba najważniejsze: naparzyłam się z daleka, z bliska, z dołu i lotu ptaka na pracę i….. spodobał mi się całościowy wygląd wróżek. Jak już się nie patrzy z odległości 20 cm na pracę, to faktycznie wygląda ona inaczej. I w całościowym odbiorze robótki koraliki nie odróżniają się już tak intensywnie a wręcz przeciwnie: wykańczają całość i podkreślają skrzydełka jak biżuteria, kropelki rosy.

Zatem nie będę nic zmieniać J

Dziękuję za Wasze opinie. Każda z nich była dla mnie niezwykle cenna, bo pozwoliła mi spojrzeć na pracę z innej perspektywy.

W sprawie nici DMC….

Nieświadomie i niespodziewanie wywołałam temat który pewnie już na różnych forach był poruszany. Ale wszystko opiera się na przeczuciach, wrażeniach.

Zamierzam zrobić test:

- taka sama igła (26)

- ten sam materiał: Sampler na lnie

- INNA mulina: kolor 3865 pochodzący z pasmanterii w Warszawie oraz mulina tego samego koloru, ale pochodząca z zestawu „wróżkowego”, oryginalnego.

Wyszywając taką samą długością nici, porównam końcówki obu mulin.

Ale to dopiero jak ogłoszę koniec wróżek, bo jakoś nie mam serca zostawić ich tak na finiszu ..

Ciekawa jestem wyników.


poniedziałek, 13 kwietnia 2009

Rozczarowana.

Okrutnie. I to czym?! Wróżkami!!!!

Nie mogłam się powstrzymać i przed Świętami postanowiłam powyszywać. W sumie nic dziwnego, że zamiast myć okna, złapałam się za igłę i nitkę ;)

Skończyłam sobie skrzydełka dużej wróżki, małe skrzydełka tejże samej wróżki i wieczorem przyłożyłam się do ozdóbek.

Z drżeniem palców nawlekłam metalizowane nici: wykończyłam duże skrzydełka pojedynczymi złotymi krzyżykami, wykończyłam talię, koronę królowej i małe skrzydełka mieszanką złota i miedzi. Pomimo okrutnych przeczuć związanych z niezbyt przyjemnym wyszywaniem metalizowaną nitką, poszło całkiem sprawnie i szybko.

The fairy garden DMC


Nie mogłam się oprzeć i w końcu złapałam za złote koraliki.

I to właśnie był moment ogromnego rozczarowania….. Już po przyszyciu pierwszego koralika widać było że coś jest nie w porządku.

Po wszyciu wszystkich, stało się jasne: koraliki są ZBYT DUŻE !

The fairy Garden DMC

Dodam tylko że są oryginalne, pochodzą z zestawu i mają od 2 do 2,5 mm średnicy. Nie wiem jakimi koralikami powinno wyszywać się na Aidzie 16, ale te które mam są za duże.

Wyglądają jak…. wielkie obciążniki…… Co ja mam teraz zrobić???? Gdzie zakupić naprawdę MALEŃKIE koraliki?

Na razie mogę oglądać obrazek spokojnie tylko z odległości .... :(

The fairy Garden DMC

 

The fairy garden DMC

O autorze
Zakładki:
Krzyżykowe blogi obcojęzyczne
Krzyżykowe blogi polskie
Needlepoint
Nieco inne miejsca
Podręczne sznurki & kursy
Projektanci
Smakowe linki
Szablony
Zabawy grupowe
Zakupy