taka jaką jestem: wyszywająca, pracująca, z kremem 30+, ale bez kompleksów ...zresztą nie wiem czy cała - zidentyfikować jest się trudno. Jak to z Kobitami.

Inne

niedziela, 25 kwietnia 2010

Sto lat mnie nie było, ale już jestem. Wróciłam cała i zdrowa, chwała Najwyższemu! Na ostatni tydzień uciekliśmy do zabitej dechami dziury w austriacko-włoskich Alpach. Ja pojeździłam na nartach a Nie-monż /z racji połamania obojczyka/ się poobijał, czyli: udawał-że-jest-bardzo-zajęty kiedy ja i pozostałe 99% turystów jeździło na nartach.

Co by zbędnie nie gadać, było tak:


Maso Corto

Jeden dzień śnieg i mgła, cztery dni żarówka (=lampa) i jeden dzień mgły/chmury szalejące na wysokości 2700-3000m n.p.m. Cztery dni żarówki spowodowały że pomimo używania kremów z filtrem 50+, mam nos spalony na węgiel. Broda i usta są w nieco lepszym stanie,  lecz z uwagi na tragiczny efekt końcowy chwilowo moich zdjęć nie będzie.

A jeździło się po sztruksiku cudnie. Sztruksik to TO:

Maso Corto

Wreszcie mam pewność że podstawy carvingu mam opanowane. Teraz została kompensacja i inne zabawy śnieżne. To już na przyszły sezon zostawiam :) w końcu też muszę mieć co robić za rok na stoku ;)

W innym klimacie zwróciłam swoje myśli ku zupełnie odmiennym obszarom. I nie włączałam TV, co zdecydowanie poprawiło moją kondycję psychiczną.

Teraz idę spać. W końcu dziś od 6 rano już siedzieliśmy w samochodzie... Podróż zajęła 14h, ale było to 14 przyjemnych godzin. O czym później ;)

Wracam z przyjemnością do domu, robótkowania i innych drobiazgów. Musiałam tu zajrzeć przed snem aby sprawdzić co się dzieje.

Zaskoczyła mnie niezwykle pozytywnie ilość uczestników zabawy SAL-owej needlepointowej na BLOGU ! WOW!!! A myślałam że zainteresuje ją co najwyżej kilka osób. Tymczasem taki ruch na blogu że aż trudno uwierzyć!!! BARDZO SIĘ CIESZĘ !!! I zapraszam kolejnych chętnych: jak się okazuje można używać każdych materiałów do tego typu prac!!!

 

Zmykam spać - czytać będę jutro przy kawce :)))

00:19, aploch1205 , Inne
Link Komentarze (6) »
sobota, 27 marca 2010

miałam dosłownie i teraz mam w przenośni.

Dosłownie bo w poniedziałek dorwała mnie w szpony GŻ. GŻ została odpowiednio scharakteryzowana przez Atę jako "bezczelna pańcia". Więc ta GŻ najpierw dopadła mi Chłopa; przeczyściła jak złoto. A kilka godzin później dopadła mnie. Na co kompletnie nie byłam przygotowana gdyż do głowy by mi nie przyszło że ten zwłok koło mnie może być poważnie i zaraźliwie chory. Zatem mój osobisty zewłok od godziny 1 w nocy do godzin porannych kursował na trasie łóżko-toaleta z przyległościami (w postaci miski) ekspresem. A nawet intercity. Koniecznie bez przedziałów a nawet drzwi, które ograniczają prędkość dopadnięcia łazienki po ciemku.

Padłam w końcu jak worek ziemniaków nad ranem i już we wtorek wcale z łóżka nie wstałam. To znaczy wstałam, a i owszem. I dobrze że złapałam się mebla, bo bym padła. Trzy kroki w tył i znalazłam się w bezpiecznej przystani łóżeczka. Aż do środy.  Są jednak tego i dobre strony. Jakie?

Doświadczenie! Pierwszy raz poczułam co to znaczy być chorym: nic nie mogłam robić, bo nawet książki nie byłam w stanie utrzymać.  Do tej pory własne choroby to były "pieszczoty" w porównaniu z czyszczonkiem wirusem. Nie potrafię wyrazić nawet jak mi przykro że ludzie chorują w taki poważny sposób nawet latami, dzień po dniu. Ja po jednym miałam dość.

Na euforię mi się po 'wyzdrowieniu' nie zebrało i nie dochowałam się stadka królików. Ale za to wreszcie otworzyłam książki do PRINCE2 i wgryzłam się w treść. Skutkiem czego dziś wreszcie zdałam egzamin z tej metodyki zarządzania. Wyniki na razie mam oralne, certyfikatu mogę spodziewać się za kilka tygodni bo musi w butelce listem z UK się dokołysać....

Do tego praca (przecież jak wstałam w środę z łóżka i mam siłę łazić po domu to i do pracy mogę iść, czyż nie???) i eskalacje "bo Ania się nie wdzwoniła na confcall"  - żenuła.  Nie nie żalę się: to tylko świeżutka próbka która na kursie z metodyki zarządzania projektami ilustruje brak 'profesjonalizm' biura wsparcia projektów (zwanego bardziej sojsko "biurem zaparcia").

Ot i co.  A robótkowo? W tle cuś się kręci, ale mnie znowu kuszą krzyżyki ...... nawet myszki RR jakoś euforii nie niosą choć urocze są. Dłubię powoli tę jedną. Może w niedzielę uda się skończyć.

Teraz będę cieszyć się zasłużonym weekendem.

Czego i Wam życzę po zapewne zakręconym tygodniu!

 

******

 

A w Canady u Margott nie udało się nic wylosować :( Następnym razem będzie lepiej :)

00:27, aploch1205 , Inne
Link Komentarze (4) »
sobota, 20 marca 2010

Rzadko kiedy bawię się w Candy. Nie wiem dlaczeg - jakoś mijają mnie w rzeczywistości blogowej. Ale to Candy u Margott jest niezwykłe. Zobaczcie co można wygrać 21 marca:

1

2

 

3

Tagi: candy
16:32, aploch1205 , Inne
Link Komentarze (2) »
sobota, 13 marca 2010

Dziękuję za przemiłe komentarze pod wpisem choinkowym. Cieszę się że choinka przypadła Wam do gustu, bo nie ma co ukrywać jest INNA niż wszystki choinki jakie znam.

Zaczęłam kolejny projekt, tym razem needlepoint. Zaresztą w niedługim czasie coś się wydarzy w tym temacie, zatem zapraszam do podglądania bo będę reklamować pewną działalność.

Klocki na razie leżą i czekają. Na moje zmiłowanie i odstawienie krosna. Bo wszystkie techniki mogą mi się podobać, części mogę się nauczyć, ale wracam zawsze do krzyżyków. Tak już mam ....

---------

Ten tydzień absolutnie obfitował w cudne podarki.

Najpierw oczywiście był Dzień Kobiet. Można mieć do tego święta stosunek przerywany ;) ale jak od rana słucha się w radio o Dniu Kobiet, otem jedzie do pracy ze świadomością że pracuję z kilkudziesiecioma Mężczyznami na pięterku, a  9 wchodzi się do biura i zastaje na swoim biurku tulipany i potem otrzymuje od szefa bukiet, też tulipanów, to po prostu jest miło. Nawet baaardzo miło! I można mnie kamieniować, ale poczułyśmy się z koleżankami (tylko cztery sztuki razem...) bardzo wyjątkowo.

W domu też czekał na mnie bukiet tulipanów: wielki i wielokolorowy! Białe, czerowne, pomarańczowe, pachnące. Jednym słowem piękne!

A tutaj poza kwietnymi przeżyciami dalsze niespodzianki! Koperta grubaśna a w niej serduszka i chustecznik które możecie znać z bloga przemiłej Joie

Prezentos

Do tego kartka z serdecznymi pozdrowieniami!

Agnieszko, sprawiłaś mi niezwykłą niespodziankę! Bardzo, bardzo Ci dziękuję za śliczne serducha i przydatny chustecznik.

Przyszła do mnie tym razem już oczekiwana przesyłka od Joli. A w niej cudne drobiazgi z których pokażę tylko ten jeden, bo jest już mój i zaczął spełniać swoje zadanie:

Zakładka

Dostałam zakładkę do książki i kolczyki niespodziankę. Kolczyki mają również motyw kwiatuszka i są intensywnie fioletowe!

Jolu przesyłam Ci moc uścisków wirtualnych i mam nadzieję że będziemy mogły poznać się w realu 8 maja :D Bo planuję wybrać się na Wielkie Spotkanie Podlasko-Mazurskie szykowane przez Białostoczczanki.

 

17:35, aploch1205 , Inne
Link Komentarze (9) »
sobota, 06 lutego 2010

Urlop nie pozostał bez konsekwencji. Po pierwsze były piękne widoki i pozostały cudne zdjęcia.

Hintertux

Hintertux

Hintertux

Po drugie: mam mniej czasu i więcej obowiązków.

Dlaczego? Pewnego pięknego dnia, piątego dnia naszego pobytu, schrzaniła się pogoda. Śnieg od rana, mgły, chmury, kiepska widoczność. Zatem pojechaliśmy na stok łatwy, prosty i przyjemny aczkolwiek z dużą iloscią sypkiego śniegu, puchu.... Ahorn. Na stoku był wydzielony slalom. Mój Pan postanowił spróbować jak to się jeździ slalomem. Teraz już wie, że na pewno nie głową w dół bo można sobie uszkodzić głowę, połamać nóżki, złamać obojczyki odnieść wiele innych szkód na zdrowiu. On tylko złamał obojczyk. Z przemieszczeniem, co wykazały zdjęcia w Austrii. Tam zaliczyliśmy dwie wizyty u lekarza, nie założyli gipsu. Wróciliśmy do kraju (podróż trwała .... 20h!!!)

Niedzielę i poniedziałek jeździliśmy po szpitalach. Okazało się że poza przemieszczeniem jest jeszcze niespodzianka: odprysk. Do składania operacyjnego zaklasyfikowano, wsadzono w gips i czekamy. 10 lutego operacja.

Warto mieć ubezpieczenie na takie eskapady. Ubezpieczyciel pokrył koszty dwóch wizyt, zdjęć, przyrządu do postowania plecków (taki mocny pajączek). My zapłaciliśmy tylko za mega-mocne środki przeciwbólowe w aptece (około 6 euro razem).

Zatem od ostatniej niedzieli (prawie tydzień) mam w domu żółwika i tonę więcej obowiązków.  Dlatego moja czerwona doniczka wiele nie zmieniła stanu hafcenia i dlatego postępów nie pokazuję, bo cóż tu pokazywać :(

Mam nadzieję że pomimo takich przykrych konsekwencji nikt nie użyje powyższej opowieści jako argumentu do koszyczka: "narty zawsze tak się kończą!" Narty są pięknym sportem. A krzywdę można sobie zrobić nawet na prostej drodze. Zatem mimo wszystko zachęcam do spróbowania białego szaleństwa :))

Przesyłam uściski tu zaglądającym!


Tagi: narty
12:49, aploch1205 , Inne
Link Komentarze (9) »
piątek, 05 lutego 2010

Otrzymałam całą górę wyróżnień. Onieśmielają mnie tak szerokie wyrazy sympatii, ale nie będę kokietować i powiem wprost: DZIĘKUJĘ i jest mi baardzo miło że dostrzegłyście w moim blogowym ekshibicjoniźmie coś inspirującego.

Po pierwsze podziękować pragnę Basi, Gosi, Natalii, oraz Agnieszce bo Wasze wyróżnienie dostałam już dawno temu, ale był to TEN czas, czas SAL-a choinkowego i poza zabawą niczym innym nie żyłam. Teraz głośno DZIĘKUJĘ :)


Kreatywnie bez końca


Dodatkowo cały PAKIET wyróżnień przyleciał do mnie z blogów: Agnieszki, Gosi raz jeszcze i Kingi.  Powtarzam się, trudno: ślicznie DZIĘKUJĘ.


pakiet

Blog pełen pomysłów

Inspirujący Blog

i ostatnie, najbardziej chyba zaskakujące wyróżnienie:

Beauty of the day

Przyznam że bliżej mi z urody do Lady Gagi i za okularami powinnam się ukrywać, ale uznaję że wyróżnienie zostało przyznane dlatego że tylko autoryzowane i z daleka zdjęcia mej podobizny tu umieszczam ;)

Teraz powinnam przyznać wyróżnienia blogom które pragnęłabym szczególnie wyróżnić. Chcę tu przyznać nagrodę miejscom które uważam za godne polecenia ze względu na prezentowane techniki, staranność prac, różnorodność technik ale trochę jakkby mniej dostępne ze względu na język. Podejrzewam że Właścicielki blogów mogą podejść dość .... obojętnie do przyznanych wyróżnień, ale zaryzykuję.

Zatem Zdobywcami Wyróżnień Blogowych są:

Mary Corbet's Needle'n Thread - za cudnej urody koguta

Between Crosses with Nina - za pokaz wspaniałych materiałów

Dora's stitching corners - za knowledge sharing jak cudne materiały stworzyć


Blog Awards Winners all of above distinctions are:

Mary Corbet's Needle'n Thread - for your patient work on amazing rooster

Between Crosses with Nina - for beauty fabrics overwiev

Dora's stitching corners - for knowledge sharing how to hand dye fabrics


To by było na tyle. A o tym co przyniósł urlop, napiszę w kolejnej notce. Zatem CDN...




00:24, aploch1205 , Inne
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 25 stycznia 2010

Widzę, że Ata szuka rtęci, bo Ktoś Jej bezczelnie ukradł pierwiastek.  Od mojej Mammy wiem że dzikie -26 na termometrach dzisiaj rano pod stolycą było.

A nam znowu się upiekło i zamiast kuperki mrozić, mamy takie widoki, słońce i .... co najdalej -4 stopni mrozu, ale najcześciej +2. I co ja mam więcej mówić? Cóż komentować?

ferie

ferie

ferie

Jak w październiku nasz miły kraj nawiedził atak zimy, my byliśmy w ciepłych krajach.

W styczniu, kiedy centralną Polskę sparaliżowały śnieżyce, ja siedziałam w Krynicy Zdroju.

Teraz....

Następnym razem zapytajcie mnie kiedy na urlop jadę - i planujcie go ze mną ;)

ferie

Tagi: narty
22:16, aploch1205 , Inne
Link Komentarze (14) »
poniedziałek, 11 stycznia 2010

Witam znowu po pełnym atrakcji, ruchu i świeżego powietrza weekendzie!

Niemal zawsze decydując o jakiejkolwiek aktywności .... wybieram krzyżyki. Dlatego kiedy pojawia się, tak jak ostatnio, szansa na całkowite wyjście zza biurka, nie ma co marudzić. Trzeba zabrać góóóóręęę rzeczy, narty i połykać tlenu.

W piątek dojechaliśmy do Krynicy dopiero przed 1 w nocy (warunki na drogach były delikatnie mówiąc fatalne). Mój Pan dostał brawa za bycie Dzielnym Kierowcą swoich Śpiących Kobiet. Winko zabrane z Warszawy, kilka łyków i spaliśmy jak dzieci nawet nie wiadomo kiedy.

W sobotę mieliśmy dla siebie trochę szacunku: pospaliśmy, bez pośpiechu śniadanko, wyszykować się i dopiero około 11 weszliśmy na stok. I tak wystarczyło, bo warunki w stylu "czasm deszcz zawsze mgła" nie zachęcały do szusowania. Nowo zakupiona kurtka zdała egzamin śpiewająco.Mimo wszystko kilka godzin pośmigaliśmy: bez kolejek!!!! Niesamowite!!!!

Na niedzielę plan był ambitnijeszy. Szkoda tylko że razem z budzikami o 7 rano usłyszeliśmy siekący deszcz! Lało, lało.... a my leżeliśmy w łóżkach i zastanawialiśmy się jak tu pojeździć w takich warunkach. O 9 rano już sypał śnieg. Taaakie wielkie płatki sypały. Pojechaliśmy na stok Wierchomla. W okół stoku masakra....czarne, jesienne góry. ZERO śniegu. Pod stokiem ... roztopy. Stok...bajka!!!! 2 km zjazdu, pięknie przygotowany, ratrak, zero kolejek, wyciąg krzesełkowy najszybszy jakim do tej pory jechałam, mgła i owszem, ale deszczu brak. No żyć nie umierać! Jeździliśmy (!!! a nie staliśmy w kolejkach!!!) bez przerwy prawie cztery godziny. Uj, superancko było! Wreszcie sobie poszalałam :D

Takich weekendów życzę każdemu!!! Dotleniłam się, rozruszałam, trening przed Alpami zrobiony.

Choć ten piątek i weekend krzyżykowo były kompletnie nieefektywne, to nie żałuję ani troszkę. Robótkowo bryndza i do końca tygodnia się nic nie zmieni. Mam w piątek egzamin zawodowy i niestety muszę się pouczyć. Zatem teraz idę kuć do egzaminu z ITIL'a ....

Ale potem siędnę jak czas pozwoli.

Aaaa.... zapomniałabym /nadmiar tlenu szkodzi na pamięć/: Dziewczyny, jedna z Was zgadła co tam dłubię :) Ale o tym sza....


20:50, aploch1205 , Inne
Link Komentarze (1) »
piątek, 27 listopada 2009

Zabawa SAL się kręci jak złoto: mamy już 47 Wyszywających osób! Ostatni tydzień niemal od poczty nie odchodzę ;) Ale muszę przyznać że adrenalina mi krąży w żyłach. Jak oglądam prace za każdym razem się dziwię na ile sposobów można choineczkę wyszyć!

A jak już wczoraj zrobiłam sobie przerwę i poświętowałam to dzisiaj mam tupot białych mew i dzień wolny na żądanie.

Kwaśno

Żeby różowo tak cały czas nie było to Wam pokażę swój pierwszy chleb razowy, na zakwasie razowym. Zakwas rósł pięknie, bąbelkował, śliczny był! Aż dumna byłam z nowego Stwora Domowego :) Ale cheb urósł tylko trochę, pomimo tego że trzymłam go nie tylko 5 godzin ale całe 7 w temperaturze. W efekcie skończyłam piec o 1 w nocy.  Chlebek w sumie smak miał wiadomo - razowy, ale dość ... gliniasty był. I miał całe 3 cm 'wzrostu' :)

Chleb razowy na zakwasie po raz pierwszy


Mimo wszystko nie poddaję się ani trochę: robię kolejny zakwas i będę piec kolejny chlebek. Nie wiem jak to zrobię, bo w sobotę znowu urwanie głowy i w południe jadę na działkę aż do niedzieli wieczora, ale zrobię :)

A teraz słodko:

Zapraszam na ostatni dzień zapisków u INNO:

Można wygrać coś Tildowego, może na ten przykład coś takiego /wiecie że mam słabość do kuraków .../

Tildowy kurak:

I moze bym tak dziobła tę choinkę moją bidną w końcu?

 


16:54, aploch1205 , Inne
Link Komentarze (12) »
piątek, 20 listopada 2009

Nasza niesamowita, wszechstronna i odważna Kobieta z obcego Kraju Deszczowców, Ewa,  obdarowała mnie, szarego człowieka wyróżnieniami: Best Blog

Best Blog


Oraz

Irish blog awards

I co ja mam teraz zrobić? Takie zagraniczne nagrody przyfrunęły, choć Ewa już dawno w Polsce stacjonuje i zadziwia mnie swoimi drucianymi sweterkami.

Myślałam, myslałam i wymyśliłam, że skoro wyróżnienie obcojęzyczne i takie angolsko-irlandzkie wyróżnię blogi charakteryzujące się pewną właściwością: będą to blogi których Autorki poszukują i nie boją się wprowadzać w życie nowości podpatrzonych na blogach obcojęzycznych. Bo na świecie móstwo się dzieje, a my powinnyśmy być otwarte na nowe techniki, tkaniny, podejść 'inaczej' do własnych prac. Nie chcę wartościować: lapiej czy gorzej.

Na pewno 'inaczej' i mam tu na myśli: otwartośc na eksperymanety z materiałami, ściegami, kolorem i emocjami.

Zatem wyróżniam:

Madziulę i ....czas relaksu ...

Lilkę i lilkowy

Kankankę i Kankanki ....skakanki po tematach

Yenulkę i Yenulkowe nitek plątanie

Egunię i Guzik z pętelką

Jolinkę i Z całego serca

Krzysię i Robótki na radości i smutki

W zakładkach umieszczonych na wyzej wymienionych blogach aż roi się od już przez Dziewczyny zeksplorowanych blogów zagranicznych. Kilkajmy, klikajmy, klikajmy!

Co dzień trafiam na piękne miejsca w sieci - wstyd się przyznać że wszystkich tu nie umieszczam. Myślę że internet jest niesamowitym narzędziem, dającym nam niezwykłą możliwość wymieniania wiedzy, doświadczeń w gronie jakiego nie znały nasze Mamy, Babcie. Korzystajmy!

Klik, klik, klik!

13:35, aploch1205 , Inne
Link Komentarze (5) »
niedziela, 08 listopada 2009

Ach cóż to był za dzień!!! Do Łodzi dojechałyśmy (ja i Ania) przed 11 - Muzeum jeszcze zamknięte - zatem bez zbędnych dysjkusji zaczęłyśmy zwiedzanie od dobrej kawki i ciacha w pobliskiej cukierni. Mniam - prawdziwa kawa po turecku i wielka babeczka z prażonymi jabłuszkami to jest TO!

Wzmocnione  ruszyłyśmy do Muzeum.  Niemal biegiem dotarłyśmy na pięterko oglądać, oglądać, oglądać! Z wrażenia poleciałyśmy na wystawę bez biletów. Swoją drogą nie pamiętam aby na poprzednie wystawy trzeba było kupować bilety wstępu  albo ja może do tej pory latałam tam bez biletów?? Ot taka dygresja na boku....

Wystawa pod względem ilości prezentowanych prac nie była tak imponująca jak podczas ogólnopolskiej wystawy amatorkiego haftu krzyżykowego. Co wynika prawdopodobnie z regulaminu organizatora. Obeszłyśmy wystawę chyba z 8 razy i do końca nie mogłyśmy zrozumieć reguł wg których przyznawano nagrody. Nie chcę generalizować - proszę tego źle nie zrozumieć jednakże kilka z nagrodzonych i wyróżnionych prac prezentowało znacznie niższy poziom techniczny niż te 'niezauważone' przez jurorów.  Owszem nakład pracy ogromny, ale czy hektar zahaftowanej pracy jest więcej wart od połowy mniejszej ale z idealnie poprowadzoną nitką?  Albo od równie dużej pracy znowu wykonanej technicznie perfekcyjnie, dodatkowo z nićmi metalizowanymi???  No nie wiem... Ponadto zdrażniło mnie że nie utworzono kategoryzacji technik. Pojawiły się cudnej urody i pięknie wykonane prace hardangerowe oraz praca haftu na tiulu. Nie rozumiem dlaczgo połowę z prac ochrzczono kategorią "haft kreatywny". No co jest do cholery??? Hardanger, to hardanger!!!! Ma swoją nazwę, zasady postępowania, materiały produkowane specjalnie do wyszywania TĄ właśnie techniką!

Relacji zdjęciowej nie będzie - cerbery wystawowe skutecznie nas śledziły aby zdjęcia jednak nie powstały. Ale.... zdjęcia 'spod pachy' są. Co prawda obrzydliwe, bo światło odbija się w szkłach.

Na pierwszym zdjęciu oczywiście najważniejszy jest KOTEK:

Kotek

Na drugim zdjęciu obiektem fotografowanym jest oczywiście wizerunek Matki Boskiej. Kto mnie zna, ten wie że ja od obrazków święty jestem mocno, bardzo mocno z daleka....

Matka boska

Te prace zostały sfotografowane nie przez przypadek: piękne technicznie, cudnie dobranme kolory, precyzyjnie wykonane, przemawiające do wyobraźni. TO BYŁY prace absolutnie zasługujące na najwyższe nagrody!!!!  Obie prace wyszyte sa na drobnym lnie, jedną nitką obejmując jedną nitkę materiału a kotek ma całe tło wyszyte na czarno tymi maleńkimi krzyżykami. CUDA! Gratuluję autorom prac!

A oto absolutnie doskonała firanka wykonana haftem HARDANGER a nie z haftem kreatywnym:

Firanka

A oto obrus który dostał nagrodę/wyróżnienie:

Serweta

Uznałyśmy że nie odpowiemy sobie na wszystkie pytania i nieodgadnione zostaną zamysły oceniających. Zatem postanowiłyśmy pochodzić jeszcze po Muzuem i trafiłyśmy na kolejne wystawy:

1. Z modą przez XX wiek

Kilka zdjęć można znaleźć tutaj.

Co ja mam skomentować? Kiedyś to były stroje! A Kobieta mogla czuć się naprawdę KOBIETĄ  nie kreaturą damsko/męską. Ze wstydem uciekłyśmy w naszych portkach i bawełnianych bluzeczkach z towarzystwa cudnie ubranych manekinów. Tiule, koronki, cekiny, skórzane rękawiczki, buciczki z klamerkami, kapelusze, woalki, falbanki ... Ach.

2. Narzędzia i maszyny włókiennicze w zbiorach Centralnego Muzeum Włókiennictwa

Kilka zdjęć można znaleźć tutaj

Mnie absolutnie zauroczył mechaniczny aspekt tej wystawy. Te kółeczka, przekładnie, śrubki, podkładeczki, uchwyty, korbki, oczka, blaszki, zmyślność konstrukcji, precyzja wykonania, myśl techniczna twórców maszyn! Mogłabym na tej wystawie siedzieć cały dzień a już szczytem marzeń byłoby zobaczyć maszyny w ruchu. Aj, ależ by to było piękne.... Oczami wyobraźni widziałam wielkie hale fabryki zastawione rzędami urządzeń, w których każdy element porusza się precyzyjnie wykonując półobroty, ćwierćobroty w różnych cyklach, w różnym tempie, wróżnych płaszczyznach aby wypluć z siebie kolejne centymetry lnu, perkalu, żakardu .....

3. Kolekcja tkaniny podwójnej w zbiorach CMW

Nie jestem fanką tego typu tkanin, ale na wystawie znalazło się coś co absolutnie mnie powaliło na kolana .... cztery gablotki w których wystawiono próbki tkackie wełny ufarbowane wg 'przepisu' koloryzacji. A przepisy na uzyskanie kolorów indigo czy czerwieni były przytoczone obok próbników! Lista składników, dokładne proporcje, waga składników, czas gotowania ... no cudo!

Dla tych niesamowitych gablotek polecam oglądnięcie - warto pokazać dzieciom jak uzyskać kolor!

4. Wystwa jubileuszowa z okazji 60. lecia Cepelii

5. Ewa Rosiek-Buszko "Patrząc zza..., idąc do..."

Wystawa jubileuszowa z okazji 30-lecia pracy twórczej Artystki.

Piękny opis wystawy można znaleźć TUTAJ.

6. Dawne zakłady Ludwika Geyera 1828-2002

Ależ to było dla mnie przeżycie!!! Ludwik Geyer, budowniczy kompleksu Białej Fabryki w której teraz znajduje się Muzuem Włókiennictwa był niesamowitym, kreatywnym przedsiębiorcą. Wykształconym, mądrym Wizjonerem, zatroskanym o losy nie tylko swojej fabryki ale również los swoich pracowników i rozwój Łodzi w której prosperował.

Na wystawie znajdują się akty prawne na podstawie których w Łodzi w 1828 roku otrzymał działkę na Piotrkowskiej 282. Dzisiaj przedsiębiorcy płaczą na słabe warunki rowoju. Wiecie jakie Geyer miał bariery wejścia?! W umowie z miastem Łódź zobowiązał się do prowadzenia przez 10 lat warsztatów tkackich których liczba w ciągu tychże 10 lat musiała wzrosnąć z 20 do 100. A jednak, podając za stroną: "Ludwik Geyer stał się największym łódzkim przemysłowcem swego czasu, a zakład był wzorcowym zakładem tego rodzaju w Polsce.
W latach czterdziestych fabryka rozwijała się nadal szybko. Ilość wrzecion wzrosła do 20 384 a moc maszyn parowych do 120 koni. Zatrudniała około 700 robotników. Fabryka była kompletnym zakładem prowadzącym wszystkie działy produkcji bawełnianej: przędzalnię, tkalnię, drukarnię, farbiarnię i wykańczalnię."

W regulaminie wewnętrznym zakładu stało, że pracownicy chorzy są leczeni na koszt fabryki, na koszt załadu pracy są umieszczani w szpitalu, jeśli takie są wymagania. Również pracowaca sponsoruje LEKI.

Dniami wolnymi były święta Kościelne jakie mogą Wam przyjść do głowy: Trzech Króli, Zielone Świątki dwa dni , Wielkanoc,  Apostołów Piotra i Pawła, Niepokalane Poczęcie Najświętszej  Maryi Panny, Matki Boskiej Gromnicznej itd....

Dokumenty i regulacje wewnętrzne fabryki są zachwycające:  księgi produkcji, schematy organizacyjne, księgi wypłat, listy obecności, świadectwa pracy a wszędzie kawałek życia ludzkiego ....

Postać Ludwika Geyera mnie zafascynowała.

 

I tak miałyśmy być w Warszawie o 17 a ledwie na 20 ściągnęłyśmy! Ale uważam że było warto, bo ilość towarzyszących nam emocji była niezwykła :)

 

Pozdrawiam niedzielnie!



środa, 28 października 2009

Ot i tak. Urlop i po urlopie. Szaleństwo i dni stają na głowie. Powroty, odwiedziny u Rodziny, wizyty u Mamusiek & Tatuśków, bieganie z załatwieniem spraw które narosły podczas nieobecności i efekt jest taki że zamiast siedzieć na zadku i dłubać, latam. Latam już na wysokości lamperii: w pracy szkolenie /trzy dni/ a praca? W domu :) I po godzinach oczywiście :) Czyli godzina dwie przed szkoleniem, w trakcie i po.

Ale ja nie o marudzeniu chciałam. Ja chciałam powiedzieć że w całej tey szaloney połówce tygodnia udało mi się wybrać do kina na film "Julie i Julia". Na pewno coś tam słyszałyście jednym uchem a wszystko o treści filmu można przeczytać w necie.  Do tej pory chyba wcale o filmach nie pisałam, ale tym razem zrobię wyjątek. Mianowicie: film mnie urzekł! Wyszłam z uśmiechem tak dużym, że gdyby nie uszy .... głowa by mi odpadła. Cudna Meryl Streep (kocham ją.....) piękna, ciepła, urocza historia walki o realizację pasji, ambicji i spełnienie się. Walka o osiągnięcie celu. I aż trudno uwierzyć że towszystko o pasji gotowania, prawda???

W scenie z siekaniem o mało nie spadłam z fotela. Uśmiałam się jak norka. Zdecydowanie polecam!


No i jeszcze coś z innej paczki. Odkryłam niedawno piękną Wokalistkę i jej cudną piosenkę. Zdolniacha nazywa się Gaba Kulka i własnie wydała kolejną płytę. Ma świeży, czysty głos choć w moim uchu cudnie 'przykurzony' /no ale ja głuchawa mogę być ;)/ Gaba nie "cuduje" podczas śpiewu, nie używa ozdobników, bardzo swobodnie posługuje się językiem obcym a Jej 'immediately' na zakręcie w refrenie mnie obezwładnia. Za każdym razem.

Tutaj Ona, Gaba Kulka, jest. Jak się naumiem i pokombinuję to zedytuję i wstawię teledysk z youtuba.

 

I jeszcze z seri groch z kapustą. Czy Wy wiecie jak czas szybko leci??

Ja zdaję się tego nie dostrzegać. Ale trudno zamknąć oczy na fakty. A te są takie że mam dwie Chrześnice. Obie w tym roku miały 18 urodziny. Dacie wiarę???? Toż to skandal! Czasami się zastanwaim jak pozwolono mi abym dzieciakiem będąc podawała szkraby. Z perspektwy czasu uważam że nie był to najlepszy pomysł.  Dopiero teraz dojrzewam do posiadania Dziecka. Jakiegokolwiek. Taka dziwna jestem :(

 

20:47, aploch1205 , Inne
Link Komentarze (2) »
sobota, 24 października 2009

I jezdem. W naszym ponurym, mglistym klimacie. Ale strasznie się cieszę mimio wszystko!

Pracę opuściłam w czwartek w czwartek 8.10 o północy, a  już 3 godziny później wstaliśmy do wyjazdu do Katowic. Wystarczyła godzina (słowie: sześćdziesiąt minut) na ogarnięcie się i spakowanie na 2 tygodnie (!!!). W Katowicach byliśmy o 7 rano, wylot  o 10 rano.

Ciepłe kraje są super, ale w Egipcie z tym biurem podróży z którym byłam to już długo, długo nie pojadę. Miał być super luksus (przecież trzeba od placu budowy wypocząć, nie??), a było przez 6 dni spotykanie się z rezydentem, potem managerem hotelu, pisanie protokołów, zbieranie dowodów, ustalenie treści i ilości reklamacji. W końcu solidarnych i 20 rozjuszonych osób to nie przypadek. Do tego rezydentka która traktowała nas jak idiotów i uważała że parzenie herbaty w plasitkowych jednorazowych kubeczkach w hotelu 5* to standard w hotelach w Egipcie, a oczekiwanie na filiżanki do kawy 20 minut czy zamknięte od środka restauracje z powodu nadmiaru gości w godzinach wydawania posiłków to histeryzowanie i wyolbrzymianie problemów. Tak jak grzyb w pokojach, niedziałająca klima, czy brak talerzy podczas posiłków....

Narzekać już nie będę - tylko przestrzegam przed Triadą.

Co było, to było - rejs był super jak zawsze, świątynie egipskie cudne, ludzie na urlopie fantastyczni, temperaturki zawstydzająco wysokie.

Najważniejsze że słońce dopisało i dało się zadek pomoczyć. Czego dowód załączam niniejszym:

Egipt - Hurghada

W Warszawie byliśmy w piątek o 14 po nieprzespanej kompletnie nocy i podróży Katowice-Warszawa. Pierwsze danie po powrocie: flaczki! i żurek! I porządna kawka!

Zaczynamy dziś dopiero funkcjonować.

*                *

*

Dziękuję za wszystkie komentarze zostawione podczas mojej obecności i nieobecności: są bardzo inspirujące i część z tych które miałam szansę przeczytać przed  urlopem utwierdziła mnie w przekonaniu że 'gapa' to jednak  nie jest dobry pomysł.

Pomyślę teraz wg podpowiedzi Kankanki jak tu trochę zmienić 'oko' co by było bardziej oryginalne. Na razie od powrotu wczoraj wieczorem dopiero dziś udało się wyhafcić 4 literki. Zostało: B, V,W, X i Z, kawałek ramki i OKO. Jutro rano znowu będę dziubać.

Na urlopie poza czytaniem książek (4 sztuki...), grą w kości, moczeniem d...  i zwiedzaniem nic nie robiłam. Zatem jestem wygłodniała xxx :D

 

Pozdrawiam serdecznie po-urlopowo!!!!


22:39, aploch1205 , Inne
Link Komentarze (4) »
sobota, 03 października 2009

Wiem, wiem...  festiwal o którym pisałam jeszcze trwa i skończy się dopiero jutro.

Aczkolwiek uważam że jeden dzień to w zupełności wystarczający czas na poznanie wszystkich (dosłowienie: wszystkich...) stoisk i zaprezentowanych drobiazgów.  Słaba organizacja, łupiąca po uszach muzyka, niemal puste warsztaty, niemal sami wystawcy gotowych produktów, dla amatorów półprodukty tylko do decu i filcu, jedno stoisko z kilkoma koralikami, jak zwykle pajdy chleba ze smalcem...


Tak jak umawiałyśmy się o 13 nastąpiło spotkanie na szczycie: przy stoisku Koroneczki. Ata, bardzo miło było Cię poznać osobiście :D

Z ciekawszych rzeczy zanabyłam....czapkę z lisa! Piękną, czarną, czuję się w niej jak... Anna Karenina :D Naprawdę!

I od razu ucinam komentarze w stylu: biedne zwierzątka, sztuczne futra są ładniejsze itd....  w duszy mam czy ktoś mnie potępi - ludzie od zarania dziejów ubierali się w skóry i tak będzie dalej w moim przypadku. Noszę futro, a teraz futrzaną przecudnej urody czapkę. I koniec.

No i do tego zanabyłam szynkę z beczki i chleb żytni na zakwasie i sery z Korycina.... Taaak.... Był to bardziej regionalny kiermasz rękodzielniczych smaków, bo z dłubaniną miało to nie wiele wspólnego. Nawet zdjęć nie robiłam - jakoś tak się nie składało ... Lila, nic nie straciłaś !

Około 16 wróciłam na festiwal w celu zanabycia drugiej czapki z tego samego lisa dla mojej Mamy Kochanej. Po wykłóceniu się z ochroną, aby mnie wpuścili raz jeszcze na dzisiejszym bilecie (złapały mnie dreszcze na myśl że mam drugi raz zapłacić za wejście tylko po to aby odebrać czapkę!!!) oj...  postanowiłam tak szybko nie wychodzić. W końcu Qubaska prowadząc zajęcia z karteczek xxx specjalnie mocno się nie przepracowała to pomyślałam że chociaż sobie pogadamy :P

Ja zachodzę na warsztaty a tam Ania.... się pergamanuje!!! No takie cuda! Podglądałam przez ramię, pod łokciem ... towarzyszyłam Ani i kibicowałam w smyraniu piórkiem po kalce i kopiowaniu wzoru cudnej urody. Podczas bardzo wyczerpującego fizycznie mielenia językami - głównie moim językiem mieliłam - bo Ania niemal całą uwagę koncentrowała na tuszowaniu kresek, została mi wetknięta w ręce kalka. Dziewczyny zapytały czy ja chcę spróbować.

Pytanie !!!! No pewnie !!!!!


I tak po dwóch godzinach powstał....


ta dam....


BAŁWAN! Mój pierwszy BAŁWAN pergamanowy!!!!

Moje pierwsze Pergamano - Aploch

 

Nieskromnie uważam że jest piękny i absolutnie pół-doskonały ! Jak poćwiczę pewność kreski to będzie absolutnie doskonały ;)

Moją niezwykle cierpliwą nauczycielką okazała się być Anna Baranowicz, która urzekła mnie spokojem i promieniującą wręcz kreatywnością oraz optymizmem.


Dziękuję !

 

Po raz kolejny okazało się że najważniejsi są ludzie z którymi spotykamy się: nie ważny festiwal, nie ważne stoiska z kiełbasą. Ważna jest pasja, błysk w oku, uśmiech i ciepło które daje wspólne tworzenie.

O pracy Ani, Jej pomysłach jeszcze tu napiszę. Ale już jutro - dziś zmykam spaciu!

W podsumowaniu napiszę tak: było mnóstwo ciekawych, sympatycznych i pięknie wykonanych prac. Ale po tym co można było oglądać na Festiwalach w Łodzi czuję teraz potężny niedosyt i chciałabym głośno krzyczeć: Festiwalu Koronki i Haftu WRÓĆ!!!

Oby Festiwal warszawski nieco okrzepł a Organizatorzy wyciągnęli wnioski....


piątek, 25 września 2009

Muszę bo się uduszę.

Muszę, bo jak chociaż jedna osoba skorzysta z tej notki to już będzie sens jej pisania.

Możecie nie wiedzieć, ale teraz to NIEWIEDZĄ już się nie wykręcicie.

****************

W dniach 3-4 października w Warszawie, w Centrum Expo XXI  ul. Prądzyńskiego 12/14 odbywaja się Europejski Festiwal Sztuki i Rękodzieła Artchannel.

Start: sobota g: 10:00

 

Artchannel

**********

Tutaj można znaleźć ogólne info o FESTIWALU.

Tutaj można podejrzeć i zakupić udział w WARSZTATACH.

Tutaj można poczytać KTO się WYSTAWIA.

 


Chętne na poznanie się w realu proszone są o stawienie się koło stoiska Ani „Koroneczki” w sobotę o 13:00.


Będą zdjecia :D

 
1 , 2
O autorze
Zakładki:
Krzyżykowe blogi obcojęzyczne
Krzyżykowe blogi polskie
Needlepoint
Nieco inne miejsca
Podręczne sznurki & kursy
Projektanci
Smakowe linki
Szablony
Zabawy grupowe
Zakupy